środa, 16 sierpnia 2017

,,Bolesna strata'' 14

Wersje cofnęłam do roboczych ,ale przypadkiem skasowałam więc wstawiam ten rozdział od nowa. Zawiera małe zmiany .  
Pozdrawiam :).
Rozdział zawiera liczne wulgaryzmy i akty przemocy!

, ,Jeśli chce się przestać myśleć o nadchodzącym tsunami, trzeba skupić całą uwagę na układaniu worków z piaskiem''

Urszula chciała wytrącić bandziorowi broń, ale nie udało się. Broń wypaliła. Krew rozbryzgała się na jasnej ścianie tworząc krwawą mozaikę. Pociągnął ponownie za spust , a Ula przekoziołkowała po schodach  na sam dół.
Mężczyzna zbiegł z miejsca zdarzenie, ale zjawiła się policja i udała się pościg za nim. Niepostrzeżenie odwrócił się i strzelił w nogę jednej z pielęgniarek. Upadła na podłogę zwijając się z bólu. Biegł nie wypuszczając pistoletu, choć policjant rozkazał ją rzucić na ziemię. W końcu potknął się zderzając z drzwiami i broń poleciała kawałek.
Policjanci  przycisnęli go do podłogi, zakuli w kajdanki i zabrali do radiowozu policyjnego. Świadków było całkiem sporo i nie mógł się wywinąć z rąk funkcjonariuszy. Zostanie postawiony pod zarzutem usiłowania zabójstwa pacjentki o niebieskich oczach i ciemnych włosach oraz napad z bronią w ręku. Groziło mu nawet do dwudziestu pięciu lat pozbawienia wolności.
                                                       &&&                                         
Pacjentka o szafirowych oczach nieprzytomna trafiła na salę operacyjną, gdzie zszyli jej ranę głowy i wyjęli kulę umiejscowioną między żebrami, która nie uszkodziła najważniejszego organu. Serca. Lekarz powiadomił Marka Dobrzańskiego o stanie Urszuli. Ten zdruzgotany dotarł do szpitala jak najprędzej gotowy błagać medyka o jej zrobienie wszystkiego, by przeżyła i otworzyła te jakże śliczne błękitne oczy.
 Nie zważając na śliską nawierzchnie wcisnął gaz i włączył do ruchu. Przyśpieszył drżąc w środku na samą myśl o nieodratowaniu kobiety. Ściskało go w dołku, pociły mu się ręce i z trudnością skupił się na prowadzeniu pojazdu. Nie zakupił jeszcze samochodu po tym jak jego doszczętnie spłonęło po eksplozji. Pożyczał od najlepszego kumpla.  Nigdy nie sądził, że przyzwyczai się, aż do tego stopnia do dzieci,ale dzieciaki przyjaciół polubił i złapał z nimi świetny kontakt.


Ukrył twarz w dłoniach siedząc przed salą operacyjną. Czas ciągnął się w nieskończoność. Lekarz zielonym zakrwawionym fartuchu opuścił pomieszczenie zsuwając z twarzy maseczkę. Marek przełknął głośno ślinę ze szklistymi oczami. Z identyfikatora odczytał imię doktora. Po nim wyszedł drugi, którego od razu rozpoznał.
- Pani Urszula została odratowana. Kula ominęła serce i utknęła między żebrami. Wyjęliśmy ją i zatamowaliśmy krwawienie. Usunęliśmy śledzionę. Niestety nie wiem czy pacjentka, kiedykolwiek odzyska świadomość. Po rezonansie będzie więcej wiadomo. Mogło dojść do uszkodzenia mózgu, doznała silnego urazu, licznych złamań i zadrapań.
- Czy moja… narzeczona wyjdzie z tego?- Zadrżał mu głos. – Mogę do niej zajrzeć?
- Niestety, pani Urszula za chwilę zostanie przewieziona na salę po operacyjną i nie można składać żadnych wizyt.
- Błagam pana, choćby na chwilkę. Muszę …muszę ją zobaczyć- wykrztusił łamiącym głosem. – Chcę przy niej być. Proszę.
- Rozumiem, ale pani Ula jest zbyt słaba- oznajmił lekarz.- Konieczna będzie również pomoc psychologa lub psychiatry. Po takiej traumie może przestać mówić lub odciąć się od bliskich, świata. Najważniejsze, żeby jej nie zostawiać samej. Być przy niej, gdy odzyska świadomość. Radziłbym panu jednak najpierw pojechać do domu i się przestać. Powiadomimy pana, gdyby obudziła się czy działo coś niepokojącego. 
- Przepraszam. Śpieszę się.
- Oczywiście- mruknął Dobrzański, a serce pękało mu z bólu po tym, co usłyszał.- Panie doktorze!
- Tak?
- Nie pojadę dopóki się z nią nie zobaczę- odparł zdesperowany. - Tylko minutka. 
- Niestety, pani Urszuli zalecany jest spokój. 
- Błagam pana. Nie był pan nigdy zakochany?- Chciał go podejść. 
- Od siedemnastu lat jestem żonaty- odpowiedział. - Pozwalam na minutę. 
- Dziękuję 
Nachylił się spoglądając na śpiącą kobietę. Leciutko pocałował w bandaż na czole i pogładził miękką skórę zaczerwionego policzka. 
- Przy mnie nic ci nie grozi, kochanie- wyszeptał czule i nieśmiało musnął blade wargi. Obszedł łóżko odgarniając szatynce włosy i przyglądając się Uli w zadumie. Zanim wyszedł pocałował jej usta po raz drugi i trzeci. Ciągle spała.
 - Kocham cię i zawsze będę. Pa. Ula.
W szpitalu usłyszał przypadkową rozmowę o napadzie w szpitalu. Dowiedział się, co dokładnie zaszło dzisiejszego poranka.

                       ****
Przeszywał ją straszny ból, uniosła ciężkie powieki usiłując zlokalizować miejsce, w którym się znalazła. Błądziła wzrokiem po ścianach, meblach i oknie z białymi ramami. Poruszyła palcami czując przeszywający ból. Uniosła jedną rękę pokrytą prawie po palce bandażem, druga pokryta gipsem leżała bezwładnie na pościeli. Z trudem  nieporadnie odkryła kołdrę zauważając, że nie ma gipsu na nodze. Przekonana była, że go miała. Wodziła palcami wzdłuż swojego ciała napotykając gruby bandaż, dotknęła czoła dotykając materiału i sunąć w dół natrafiła na kołnierz ortopedyczny na szyi. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się skąd się wziął.  Wzdrygnęła się przypominając sobie dopiero teraz wystrzał i groźby rzucane przez obcokrajowca.  Widok szatynki był dla marka wstrząsający. Wszędzie sińce, rozcięta brew, pozdzierane do krwi palce.
- Marek…
- Nie dotykaj ran- upomniał ją cicho. – Rozdrapiesz i zaczną krwawić. Skuliła się wyglądając jak bezbronna mała dziewczynka, obezwładniona strachem. Oszołomiona cofała się wydarzeniami w czasie, którym brakowało logiki. Gubiła się.
 Zastygła na moment usłyszawszy skrzypienie drzwi. Odwróciła się  i obleciał ją strach. Zsunął ciemny kaptur z głowy. Włosy miał przydługie ciemne, wyglądające na przetłuszczone. Rozpoznała twarz tego człowieka.
Rozgniewane niemal antracytowe oczy.
 Zapamięta  je na zawsze, jako ślepia mordercy. Dławienie w gardle nie pozwalało wydobyć się żadnego głosu. Podchodził do niej mierząc z pistoletu. Wykorzystując chwilę, wymknęła się z sali. Ukryła z kołaczącym sercem za automatem i przywarła do ściany. Na korytarzu zauważyła ją lekarka. Spytała o coś, ale ta wyminęła ją zgrabnie i nie zauważyła wózka z środkami czystości. Mężczyzna śledził ją, wprawiając w przerażenie personel, groził bronią. Ludzie w popłochu uciekali, usuwając mu się z drogi. Kobieta upadła na kolana obolała ze stłuczonym kolanem i ruszyła dalej, zbiegając po schodach. Złapał ją za gardło, zabrakło jej tchu, gwałtownie puścił. Zaniosła się kaszlem dotykając czerwonych śladów na skórze. Wkrótce przybiorą odcień fioletu. Przycisnął ją do ściany, czuła nieświeży oddech. Zbierało się kobiecie na mdłości.
- Cóż za spotkanie, panno Iwanow- wyszeptał pogardliwie.
-Czego chcesz?- Wyjąkała drącymi wargami.
- Zrobisz coś dla mnie. Twój gościu wyjątkowo zalazł mi za skórę, ale to ty za to zapłacisz. Masz dwa wybory. Jeden obskubiesz trochę tego bogatego gościa i przekażesz mi forsę lub to on zapłaci za ciebie, ale martwą- zarechotał.- On czeka na twoją śmierć, zdziro- mówił łamaną polszczyzną.
Po ciele przebiegł jej zimny dreszcz, a żołądek zacisnął  boleśnie, aż się zachwiała, odsuwając się od ściany. Przysunął jej lufę do jej bijącego w szalonym tempie serca. Ponownie ją przycisnął do muru.
- Nie, Marek nie zrobiłby… on nigdy- stanęła w jego obronie. - Nie! Nie dostaniesz ani grosza!
- Zobaczymy, tania kurwo- wysyczał jej do ucha, zaciskając jedną dłoń na jej włosach. – Chyba nie chcesz, żeby coś mu się stało albo tobie?
- Na pomoc!- Wyrwało się z jej ust. Przymknął jej broń do jej skroni. Ula wyszarpywała się przepełniona lękiem i modliła się w duchu o cud.
Nie podchodźcie, bo ją zabiję!- Prychnął. – Ta kurwa zginie. Rozpierdolę jej łeb! I rozwalę wasze mózgi na miazgę. Jebani tchórze!
Wycofali się, ale jeden z ludzi zadzwonił po policję. Zszokowany tłum zaczął się przerzedzać.
- Marek…- powtórzyła wodząc, gdzieś nieobecnym wzrokiem.
- Ula- dotknął jej dłoni. Nie spojrzała na niego szepcząc w kółko jego imię. Słyszała dziwny szum w uszach. Złapała się za głowę, łkając.
- Ulka, źle się czujesz? Poznajesz mnie?
Uspokoiła się, umilkła, lecz łzy wciąż płynęły po zapadniętych policzkach. Usiadła krzywiąc się mocno, zamroczona i odrętwiała. Nie reagowała na dotyk ani dźwięk. Przysiadł na pościeli gładząc jej policzek i ścierając zabłąkaną łzę. Nie drgnęła, pozostając obojętna. Zupełnie oderwana od rzeczywistości. Powtarzała jego imię i siedziała nieruchomo.
Uchyliły się drzwi weszła Patrycja z siatką soków, jogurtów i jabłek. Odłożyła je na szafkę, spoglądając na przyjaciółkę.
- Wciąż nie ma z nią kontaktu?
- Nie. Od kilku dni odkąd się obudziła. Nie wiem czy jest świadoma naszej obecności. Czegokolwiek. Pielęgniarka poprosiła mnie, aby dziś to ja ją karmił. Sama nie dotyka jedzenia. Śpi lub siedzi i wpatruję się w stały punkt na ścianie- westchnął ciężko. – Dostała leki. Powinny działać.
- Może ją otępiają?- Spytała Patrycja. – Był psychiatra?
- Godzinę temu. Wyszedłem po kawę i kanapkę, a wracając nic nie uległo zmianie. Rozmawiałem z panią Renatą. Ulka zamknęła się całkowicie. Nie wiadomo czy rozumie cokolwiek. W następnym tygodniu zostanie przewieziona do ośrodka. Liczę, że jej pomogą- dodał z powątpiewaniem Marek.
- Będzie dobrze- pocieszała go Szymczykówna.- Znajdzie powód do życia.
- Z kim zostawiłaś dzieci?- zainteresował się Dobrzański, nie spuszczając oczu z Uli.
- Z sąsiadką. W przedszkolu panuje ospa. Kasia wyzdrowiała, ale zachorował Łukasz, a Oliwka przyjechała ze mną. Czeka na korytarzu z mężem. Bardzo jesteś dziś zajęty?
- Co masz na myśli?- Spytał podejrzliwie przeszywając blondynkę, wzrokiem. – Niemoralna propozycja?- Zaśmiał się.
- Nie, popilnujesz małej.
- Nie ma mowy- zaprzeczył. – Mam sporo roboty. Do rana zejdzie. 

                                             ****
Wyszedł na korytarz opierając się o ścianę. Przymknął oczy, biorąc głęboki oddech. Czuł się jak żołnierz na froncie walczący o honor ojczyzny ponoszący porażkę. Dziadek nigdy nie opowiadał mu o drugiej wojnie światowej. W szkole nasłuchał się wystarczająco opowieści o niewinnych ofiarach, obozach koncentracyjnych, komorach gazowych i ginących żołnierzach poległych w bitwach. Nie znosił takich klimatów. Chłopacy z blokowiska bawili się w wojnę, lecz on wolał kopać piłkę  i podkradać kluczyki od auta ojca w wieku szesnastu lat podając się nieznajomym dziewczynom za się ,za osiemnastolatka, proponując im podwózkę z dyskoteki, na które udawał. Imprezowy pozostawił za sobą dawno temu. Młodzieńcze lata nie należały do spokojnych. Był typem buntownika i casanovy.
Mała opierała główkę na ramieniu Maćka mając smoczka w buzi, śpiąc w najlepsze. Czekanie na poczekalni, bieganie po korytarzu ulubioną zabawką, znużyła Oliwkę i usnęła. Maciejowi też opadały powieki.
 Patrycja stanęła przez brunetem, popatrzył na nią z ukosa. 
 - Nie wykręcaj się. Ten jeden raz. Proszę. Mała cię zna i lubi. Wpadałeś przecież do nas, czasami. Kasia o ciebie pytała- rzekła nie odpuszczając. – Zostaniesz z Oliwką tylko na wieczór. Przyjadę potem po dziecko. Bez obaw. Nabierzesz wprawy, może, kiedyś ci się przyda.
- Raczej nie. Nie planuje rodziny- kłamał.
- A twoje plany o założeniu rodziny? Zostaniu ojcem?
- Zmieniły się- bąknął brnąć w matactwa. – Nawet bardzo.
- Chodzi o Ulkę?
- Poniekąd. Zakochałem się, ale i tak razem nie będziemy. Ulka mi nie zaufa, nie otworzy się, a tym bardziej nie odwzajemni uczuć.
- Pewności nie masz.
- Ona nie chce żyć. Ma problemy z …
- Powrotem do rzeczywistości. Powinna nawiązać kontakt z dziećmi. Udać się w miejsce, gdzie przełamie lęki i oswoi się ze stratą- odezwał się Maciej.
- I przynieś odwrotny efekt? Na widok jakiegoś dziecka powrócą wspomnienia i załamie się wpadnie w trans albo zabiję się i nikt jej nie uratuje- oznajmił chłodno Marek. Tego obawiał się najbardziej, drżał ze strachu o jej życie. 
 –A jeśli spróbuję...  Nie  będzie  dla niej ratunku.
- Co ty chrzanisz? Skreśliłeś ją, bo ma problemy? A niby kochasz- warknął Szymczyk łapiąc go za poły czarnej marynarki. – Świetny z ciebie przyjaciel, doprawdy- prychnął.
- Panowie- przeszkodził im lekarz. Proszę o spokój. Tu jest szpital.
Maciej zmierzył bruneta od góry do dołu, odsuwając się.
- Przepraszam. Chciałbym pomóc Ulce.
- Wiem. Ja też- przyznał Marek. – Boję się ją stracić.
- Czy to prawda, co mówi Patka? Zakochałeś się w niej?
- Tak. Ona cierpi, a ja nie umiem jej pomóc, ale...
- Ale?
- Chyba mam pewien plan- dodał po namyśle. - Lecę, wpadnę jutro.Wracając do Oliwki, pobawię się i zabiorę na plac zabaw następnym razem. Oby udało mi się namówić Ulkę jak wyjdzie ze szpitala.
-Okey ,ale co chcesz zrobić?!- Zawołał za nim.

                                             **** 


Dobrzański wstąpił do biura po papiery, lecz zauważając, że Sebastian  pozostał dłużej w pracy zaszył się w gabinecie robiąc wcześniej czarną kawę i ślęczał nad tabelkami obliczając wstępnie koszty pokazu. Przejrzał jeszcze raport z ubiegłego miesiąca i sprawdził za ile poszły stare sukienki Wiosna/lato 2004. Pozostała niesprzedana błękitną suknia z dekoltem w literę v. Marek pomyślał o Uli. Uznał, że w tej sukni byłoby jej do twarzy i idealnie podkreśliła  kolor tęczówek.
Na twarz  młodzieżowej kolekcji  wybrał młodziutką dziewczynę o jasnoniebieskich oczach. Sebastian domyślił się, że wziął ją z uwagi na lekkie podobieństwo do Uli.
- Stary, ty wariujesz- stwierdził przemierzając gabinet. Marek zamyślony nie dosłyszał, o czym mówi przyjaciel.
- A nie miałeś być z Violą w restauracji?- Spytał.
- Kurde. Zapomniałem o rocznicy ślubu- przyznał z zakłopotaniem. – Co ja teraz zrobię?
- Nie wiem. Kup kwiaty, czekoladki jakiś prezent.
- Kwiaciarnie o tej porze są pozamykane. A jak kupię czekoladki to obrazi się, bo dba o linię.
- No to przekichane. Zabierz do teatru.
- Zwariowałeś? Viola nie cierpi teatru uważając spektakle za nudę.
- Sam coś wymyśl- burknął.
- A z Ulką lepiej? Zaprosiłeś na randkę?- Zapytał przysiadając w  rogu kanapy bacznie obserwując Marka.
- Ula wpadła w dziwny trans. Nie ma z nią kontaktu- wyznał z posępną miną. – Zamknęła się w sobie. Pojutrze spotkanie z właścicielem sklepów, w których zostaną sprzedane kolekcje z magazynów. Padła pewna propozycja… obiecałem zastanowić się mam czas do piątku.
- Interesująca oferta?
- Powiedzmy- uciął krótko. – Leć do żony i syna.
- Na razie, stary. I nie siedź za długo, bo pracoholizm cię wykończy. Dziadek się z ciebie robi. Niedługo kapcie, meczyk i piwko- zażartował. – A żony brak, o dzieciach nie wspomnę.
- Skończyłeś już?- Posłał wściekłe spojrzenie przyjacielowi. – Ja boję się o jej życie!
Olszańskiego zamurowało, aż otworzył usta.
- Tak. Kocham Ulę. Nic nie mów- ostrzegł widząc wyraz twarzy przyjaciela.
- Kochasz samobójczynie?- Nie dowierzał. – Serio? A może brakuje ci kobiety? I seksu!?- Ożywił się Sebastian.
- Odpieprz się. Zajmij się żoną – odparował. 

                             ****
Niepokój towarzyszył jej odkąd przypadkiem usłyszała rozmowę Maćka z Markiem, obawiając się odesłania ją do ośrodka. Postanowiła przekonać Dobrzańskiego, że wcale nie musi tam iść, jeśli nie wykorzysta plan B. Od czternaście dni znajdowała się na oddziale neurologicznym. Wstawił do wazonu bukiet śnieżnobiałych róż, położył łóżku dużą czekoladę z nadzieniem. Onieśmieliła się na sekundę spojrzeć mu głęboko w szare tęczówki. Przysiadł blisko odgarniając jej włosy. Powstrzymała go zabandażowaną ręką.
- Nie dotykaj- powiedziała z lękiem.- Proszę.
- Dobrze.
Odsunął się leciutko, wyjmując z kieszeni marynarki cieniutki łańcuszek z zawieszką. Rozszerzyły się jej oczy i zabłysły w nich łzy. Odczuwała lekkie zawroty głowy i ból w skroniach.
- Przechodziłem koło witryny sklepowej i zauważyłem tą bransoletkę. Podoba ci się?
W Petersburgu byłam na studiach z Janą, a w Soczi z Emilką, szkoda, że nie mieszkaliśmy w Polsce. Rosjanie to źli ludzie. Tych, których znałam byli obleśni. Trzymam  się od nich z daleka  nie chcę iść do ośrodka. Umrę tam.
- Zajmą się tobą specjaliści. Ja nie potrafię. Przykro mi, Ula. Nie dam rady- bezradnie rozłożył ręce. – Starałem się, próbowałem…
Otworzyła usta bezgłośnie nimi poruszając. Nie potrafiła nic powiedzieć.
Nie chcę być zdana na łaskę zupełnie obcych osób. Nie wyobrażam siebie w tym obleśnym miejscu. Marek, nie rób tego, błagam.
Skryła twarz w dłoniach, zaczerpując tchu. Płakała po raz pierwszy nie przez bolesną przeszłość. Podniosła się i spuściła nogi na podłogę.
- Dokąd idziesz?
Zamrugała gwałtownie  powiekami, wsuwając stopy w kapcie. Podłoga zatańczyła pod jej nogami. Z impetem usiadła na łóżku. 
- Co?- Bąknęła nieco zachrypłym głosem. Odkaszlnęła. Ponownie pojawił się ten szum, krzyki, wystrzał. Zakryła uszy spanikowana. Podźwignęła się z materaca utrzymanie równowagi było nie lada wyzwaniem.
Gdzie ta cholerna łazienka?
– Daleko?
- Poważnie pytam- chwycił jej dłoń. – Ula, powiedz, dokąd się wybierasz?
- Nigdy nie dojdę do niej- rzuciła zmartwiona. – Nigdzie…
- Przecież widzę- oniemiał. – Nie chcesz chyba…
- Chcę – odpowiedziała automatycznie. – Iść.
- Ale ,dokąd?
- Cholera, nie mam pojęcia…- zaszlochała. – W końcu znajdę.
- Ale gdzie? Mów jaśniej- dopytywał tracąc powoli cierpliwość. Był mocno zaniepokojony. - Uważaj- złapał ją zanim  się potknęła, syknęła z bólu.- Odwal się ode mnie- warknęła ból głowy się nasilał.  
– Jesteś  bardzo słaba i rozdrażniona ,powinnaś leżeć w łóżku- odrzekł z troską.- Nadmierny wysiłek może ci zaszkodzić.
- A  jak tam dotrę?- Uniosła brwi mierząc go szafirowymi oczami. Zapatrzony nie usłyszał jej pytania. Doczłapała do drzwi. Trzymała się ściany krocząc bardzo wolno.
- Poradzę sobie- odtrąciła jego ręce. Wzięła parę wdechów czując przypływ paniki.
- Idziesz do toalety?
Nie odpowiedziała zaciskając wargi. Z powodu bólu nie mogła skupić się na jego słowach.
- Zaniosę cię- oświadczył unosząc ją ostrożnie. – Chwyć mnie za szyję- polecił.
Nie zareagowała gnając przed siebie. Zaskoczony podszedł i pochwycił Ulę  wybudzając sensacje na szpitalnym korytarzu niosąc kobietę.
- Nie – zadrżała. – Odejdź, boję się – jęknęła.
- Ulka ja cię nie skrzywdzę. Wiem boisz się tych obleśnych typów, ale przy mnie możesz być bezpieczna. Obiecuję ci to. Zadbam ,żeby niczego ci nie brakowało.
Zdumiewające. Ten człowiek jest bardziej uparty niż osioł.
- Puść mnie !- ogarniała ją panika niechciany obraz niedoszłego mordercy  wypływał przed oczami.- Nie chcę, nie zbliżaj się , nie zabijaj… zniknij… ja nie mam pieniędzy… pozwól…
Zaskoczony jej zachowaniem  postawił ją błyskawicznie na podłodze. Zawroty głowy powróciły.
Z nią jest chyba bardzo źle. Ula oszalała. Co się z nią dzieje?
Zostawił ją nie chcąc być natarczywy. Widział jak się trzęsie, nerwowo przełyka ślinę i ogłada nieustannie przez ramię. Zauważył też kropelki potu z wysiłku, jaki włożyła w pokonanie drogi do toalety. Czekał na nią pod nią zaniepokojony, wszedł do środka.
W łazience poślizgnęła się i poczuła ostry, przeszywający ból w kostce i intensywną woń wody kolońskiej. – Marek to ty?
- Mówiłem, że cię zaniosę- usłyszała za plecami  niewyraźny  głos. Zimny spot spłynął po plecach.
Spuściła wzrok, by nie dostrzegł łez spływających po kredowych policzkach. Przykucnął dotykając jej policzka.
- Ulka, w porządku?
- Pomożesz mi… wstać i dojść do…- wykrztusiła zmieszana. - Podłoga za bardzo wiruję i...
– Pomogę ,kochanie.
- Coś ty powiedział?- zapytała oszołomiona i spojrzała na mężczyznę.
- Z chęcią ci pomogę- uśmiechnął się do niej.

niedziela, 6 sierpnia 2017

,,Bolesna strata'' 13


Podpuchnięte oczy ,zaczerwieniona twarz i włosy w nieładzie nadawały kobiecie nędzny wygląd. Przyglądał się jej ,a serce bruneta kurczyło się z żalu i współczucia. Chęć pomocy jej zdumiewała jego samego. Nie mógł Uli tak zostawić ,ale dlaczego?
- Cokolwiek zrobisz pomyśl wielokrotnie czy to ma sens.
- Moje życie go nie ma. Ona była ostatnim powodem do życia. Teraz nie pozostało nic – rzekła przepełnionym rozpaczą głosem. – Marzę ,żeby ta agonia się skończyła. Jestem śmieciem.
- Przeciwnie. Jesteś piękną kobietą ,która przeżyła traumę i zwątpiła w ludzi ,ale… czy nie chcesz zaznać ,choć odrobiny szczęścia ,odnaleźć ukojenie?
- Nigdy go nie znajdę. Emiliy’a umarła ,a ja …strasznie za nią tęsknie. Nienawidzę siebie za ten wypadek. Nie mogę przypomnieć… - rozpłakała.
- Czego?
- Dziecięcego śmiechu ,zapachu ,ulubionej zabawki. Nic co by kojarzyło się z małą. Jedynie jej twarz ,słodki głos i rączkę wyciągniętą w moim kierunku. Chciałam ją chwycić ,ale… nie mogłam. Nie pozwolił mi uciec stałam się jego ofiarą. Nasłał na mnie ludzi. Tyle wiem.
Marek z przejęciem słuchał jej historii ,nie przerywając ,pragnął ją przytulić i zapewnić ,że wszystko się ułoży ,zatrą się brutalne koszmary w jej pamięci i zacznie żyć.
- Potrzebujesz czegoś? Na co masz ochotę?
- Na nic- mruknęła.
Zasnąć i nigdy się nie obudzić.
Odgarnął jej włosy z mokrej twarzy, cofnęła się przestraszona. Wiedziony impulsem przytulił delikatnie roztrzęsionej kobietę ,szepcząc słowa otuchy do ucha. Usiłowała go odepchnąć ,ugryzła go więc w ramię. Przerażony odskoczył od niej.
- Nie próbuj się zbliżać- syknęła pomijając oficjalną formę.
- Nie wszystko jest takim jakim się wydaje.
- Zaraz pan powie iż koń i zebra to ,to samo. Rzeczywiście żadna różnica- jej ton ociekał ironią. – Dlaczego ciągle mnie pan dotyka?! Wybranek zabrakło i postanowił pan zabrać do domu ,psychopatkę ?
- Prześpij się ,a ja przygotuję kolację. Jeżeli będziesz czegoś potrzebować zawołaj, zostawię otwarte drzwi .
- Nie! Zamknij drzwi. Nie chcę uchylonych! – ryknęła ciskając poduszkę na podłogę, poczuła ból w nadgarstku.
Zrobił krok w jej stronę. Zareagowała panicznym strachem naciągając na siebie kołdrę. Otworzyła się przed Dobrzańskim. Zwierzyła ze swych koszmarów ,lecz bała się doświadczyć ponownie traumy. Obdarzyć zaufaniem obcą osobę.
Złe wspomnienia oplatały ją niczym bluszcz ,zabierając dobre chwile w najdalsze zakamarki umysłu ,w labirynt niepamięci.

                                                  ****
Zakładając kuchenne rękawice wstawił popisowe danie czyli zapiekankę z makaronem i pieczarkami. Wstawił wodę na herbatę i poszedł zajrzeć do pokoju Uli.
Wszedł do środka i ogarnął go lęk. Rozejrzał się po pomieszczeniu z dokładnością. Postawił talerz na stoliku i, udając się do łazienki. Odczuwał dławienie w gardle. Zrobił bardzo niepewnie jeden krok. Zaklął w myślach ,zauważając wypełnioną wodą po brzegi wannę. Na podłodze leżała zakrwawiona piżama Uli ,górna i dolna część oraz ręcznik. Zakręcił kurek ,zauważając rdzawe ślady krwi na kafelkowej podłodze . Omal nie wszedł nie przewrócił się o butelkę szamponu. Spojrzał w popękane lustro pobrudzone czerwonymi ,rozmazanymi liniami. Przeraził się ,cofając się i uderzając plecami z całej siły o drzwi.
- AŁ!
Popędził na dół czując zapach spalenizny dochodzący z kuchni. Dopadł do piekarnika wyjmując lekko przypaloną po bokach zapiekankę . Miał gdzieś jedzenie. Najważniejsza w tej chwili była Ula ,którą od ponad godziny rozpaczliwie szukał. Starał się nie panikować ,ale okazało się to trudne.
Oniemiały odetchnął z wyraźną ulgą. Uśmiechnął się podchodząc bliżej i nie budząc jej ,przysiadł na brzegu łóżka. Wstrzymała oddech wyczuwając męskie perfumy. Nie unosiła powiek ,udając ,że śpi.
 Przybliżył się dotykając jej włosów. Straciły blask stając się matowe ,lecz pozostały niesamowicie miękkie, miał wielką ochotę zaciągnąć się ich zapachem , ująć jej twarz w dłonie i całować …
 Przeraził się tej myśli i poszedł pośpiesznie do swojej sypialni. Kręcił się na łóżku ,poprawiał kołdrę i z trudem powstrzymywał przed pójściem do pokoju Uli. Wycieńczony zasnął, śniąc koszmar. Pocił się i rzucał na materacu.

Mroźne powietrze wypełniło jego płuca ,ostra ,nieprzyjemna woń nagle wypełniła nozdrza mężczyzny ,zakasłał i zatoczył się. Omiótł wzrokiem okolicę dostrzegając na brzegu kobietę stojącą nieruchomo w białej zwiewnej koszuli nocnej. Ostatnie promiennie kładły się lekko na tafli wody. Ruszył w stronę jeziora. Nogi zapadały się w miękkim podłożu. Biel śniegu psuł widok rdzawych plamek ,z każdym pokonanym krokiem były bardziej wyraźne i większe. Niemy szloch wyrwał się z ust bruneta. Podążał za nimi ,podnosząc wzrok upewniając się ,że kobieta nadal stoi na śniegu. Brak wiatru, ciemność ,która zapadła niespodziewanie przyprawiała mężczyznę o lodowaty dreszcz i wcale nie z powodu zimna. Żołądek skurczył się do granic możliwości. Pusta okolica , nieznajoma pośród nocy ,w cienkim odzieniu. Pierwsze skojarzenie jakie wywoływała to zjawa. Nierealna postać ,która przyszła zza światów.
- Może to wyobraźnia płata mi figla i nikogo tu nie ma?- szeptał zapytał sam siebie. – Hej!- zawołał.
Drgnęła zaskoczona czyjąś obecnością. W jaki zwolnionym tempie odwróciła się ,gdy znalazł się o parę kroków od niej. Zadrżały jej posiniałe z zimna usta. Z rąk luźno zwisających wokół ciała skapywała krew. Skierowała oczy na mężczyznę. – Za późno- wycharczała dziwnym głosem. – Ja …odejść..ona czekać… ja umrzeć …ty żyć…
- Ulaaa! Ulaaa! Nie wchodź do wody! Błagam nie! – wrzeszczał jak opętany wpadając w panikę. Chwycił jej zakrwawioną dłoń.
- Pozwól mi odejść- prosiła bardzo słabym głosem ,jej oczy zachodziły powoli mgłą.
Klęczał na bielutkim śniegu splamionym krwią tuląc jej chłodne ,bezwładne ciało do siebie i szepcząc ,by go nie zostawiała. 

                                  ****
Głośny dźwięk budziła wygonił go z łóżka o wpół do siódmej rano. Zszedł na dół do kuchni i znieruchomiał.
Leżała zakrwawiona w pozycji embrionalnej przyciskając do ust skrawek rękawa od piżamy. Błyskawicznie odkrył ,że coś jest nie tak. Mówiła o tym silna woń unosząca się w kuchni i krew. Wszędzie były szkarłatne ślady krwi. Najwięcej zaś na jej rękach. Przy jej boku znalazł brudny umazany czerwoną cieczą nóż.
Spostrzegł ,że gaz jest odkręcony. Zakręcił i błyskawicznie otworzył okno ,żeby się przewietrzyło. Podniósł ją ostrożnie ,zawisła bezwładnie na jego rękach, brudząc ubranie. Krople kapały na panele podłogowe. Zaniósł do sypialni ,układając na pościeli i sprawdzając ,co chwilę puls. Pobiegł po telefon i wezwał karetkę.
Ula  zaczęła się kasłać i mamrotać  pod nosem. Przybliżył się i zrozumiał ,że woła swoją zmarłą córeczkę.
Kręciła, wykrzywiła twarz ,unosząc powieki.
- Ulka – powiedział miękko.
Spięła się natychmiast ,odsuwając w kąt ,wsuwając spod kołdrę rękę. Zacisnęła ją tracąc nieco siły, dusząc się i walcząc z sennością.
- Ula!- potrząsnął nią. – Nie zasypiaj, wytrzymaj , Ulka!- krzyczał z rozpaczą. Drugą ręką szukała noża macając po pościeli.
- Zabiję - powiedziała krztusząc się łzami. – Jeżeli pan się zbliży… poder..żnę so…bie ga..rdło albo po..detnę żyły- zagroziła tracąc oddech.
Nie mógł patrzeć jak zasypia być może na zawsze… Uciskał ranę, a niepokój  o jej życie narastał. Był wstrząśnięty do głębi tym widokiem.
 Krew nieustannie kapała na panele. . Wezwał pogotowie dobre parę minut temu. Zanim przyjechało czuwał przy niej, uciskając ranę na ręce. Przyniósł apteczkę i zabandażował jej dłoń mimo ,że gromiła go wzrokiem i była strasznie wystraszona. Straciła przytomność
Przeżywał prawdziwe męki oczekując na karetkę.
- Nie udało mi się ciebie ,uchronić- wyszeptał zdławionym głosem, mając poczucie winy.- Nie rób tego więcej , ko… znaczy Ula, błagam

                 ****

W Nowy rok z rana wślizgnął się na odział zastając cicho łkającą kobietę ,ułożył  torby z nowymi ubraniami. Minął już miesiąc odkąd wylądowała w szpitalu po kolejnej próbie samobójczej.

 Pokazał jej granatową i szarą ciepłą sukienkę ,brązowe kozaki, pikowaną czerwoną kurtkę, nowe koszulki,bluzki w jasnych odcieniach ,bieliznę ,rajstopy , czapkę oraz przybory toaletowe.
- Zabieraj te łachmany- burknęła. – Nie chcę pana pieniędzy ani ubrań. Dlaczego nie pozwolił mi pan spotkać się z córeczką. Ona na mnie czeka. Musze być przy niej . Muszę…- wyjąkała. – Mój jedyny skarb. Miała moje oczy ,włosy. Kochała kwiaty i zwierzęta ,ale nie mogliśmy ich mieć. On nie pozwalał. Przeszkadzał mu hałas ,musieliśmy być cicho ,a sam zapraszał kumpli i zdziry do naszego domu. Po śmierci małej umarła część mnie i dlatego…
- Nie! Ty masz żyć- powiedział z naciskiem, biorąc jej dłonie w swoje.- Mówiłem..
- Mówiłeś- powtórzyła. – Nieustannie gadasz i gadasz. Zamkniesz się wreszcie?- posłała mu złowrogie spojrzenie, wyrywając ręce. – Ile razy mam mówić…? Trzymaj  się z ode mnie dala, Jarku. I Nie kupuj bielizny, tamponów i innych rzeczy- zarumieniła się. - Skąd znasz rozmiar stanika?Nie mówiłam ci.
 – Jestem Marek nie Jarek- zwrócił jej uwagę na przekręcenie imienia .- Zaopiekuję się tobą ,jeżeli mi pozwolisz- dotknął jej zabandażowanej dłoni.
Odwróciła się w drugą stronę ,ucałował jej czoło i cmoknął nos.
Skuliła się ,wstrzymując oddech i zamykając powieki ,a łzy skapnęły na poduszkę.
- Muszę iść. Patrycja i Maciek wpadną później. I nie płacz. 
- Marek?
- Hm?
-  Zupełnie niepotrzebnie ją oddawał- zaczęła. - Ale podziękuj za nią Maćkowi.
- Maćkowi?- zdziwił się.
- Nie udawaj ,że nie wiesz. Bo to on oddał tą krew tak?
- T-tak- skłamał. -  Pa.

                           ****
Patrycja pochłonięta domowymi obowiązkami ledwo trzymała się na nogach. Oliwka nie przesypiała całych nocy. Budziła się z płaczem i trudno było ją uspokoić. W przedszkolu panowała ospa i musiała udać się z Kasią do lekarza zauważając u niej wysypkę. Łukasz pobił w szkole kolegę i Maciej musiał wstawić się u wychowawczyni. W pracy nagliły go terminy i z niczym nie był na czas.
Dobrzański nadal nie posiadał pełnej listy nastoletnich modelek ,a Pshemko stracił nagle chęć do tworzenia ,projekty stanęły w miejscu . Nie pomagała żadna czekolada. Stwierdził ,że stracił wenę i musi oczyścić umysł i poszukać natchnienia w jednej ze swoich samotni. Marek nie wiedział jak odwieść go od wyjazdu na pustkowie. Raz był tam po rozstaniu z narzeczoną. Potrzebował wyciszenia, odpoczynku ,żeby nabrać nowych sił. Z odsieczą ruszył Olszański ,lecz Marek skorzystał z propozycji projektanta spędzając w całkowitej dziczy ,aż dwa tygodnie. Wrócił gotowy stawiać czoła problemom.
Teraz musiał stoczyć walkę  o powrót Uli do normalności. Postanowił się nie poddawać i walczyć o jej zdrowie i nią. Mimo ,że nie znał powodu dla ,którego to robi. Doskonale wiedział jakie to trudne. Gotowy był poświęcić jej tyle czasu ,ile będzie potrzebować. Zadba o bezpieczeństwo i spróbuje odciągnąć ją od tych ponurych myśli. Asystentkę poprosił o kawę i zajął się pracą.
- Hej
- Cześć- uniósł wzrok znad komputera i zatrzymał spojrzenie na Szymczyku . – Bardzo jesteś zajęty?- zapytał.
- Nieszczególnie. Myślałem o Uli i jej atakach paniki. Rozumiem ,że przeżyła horror i zupełnie nie wiem jak jej pomóc- zmęczony przetarł ręką twarz. – Wraca jej pamięć ,ale coraz bardziej martwi mnie jej zachowanie.
Maciek przysiadł na białej kanapie ,kierując wzrok na prezesa.
- Od pięciu lat praktycznie nie wychodziła z domu. Zamykała się w pokoju ,płakała i ignorowała mnie i Patrycję. Na widok dzieci wybuchała płaczem. Kilkukrotnie targnęła się na swoje życie. Boję się o nią. Dobrze wiesz ,że oboje z żoną traktujemy ją jak członka rodziny. Młodszą siostrę… Dziękuję ,że tak się poświęcasz. Jestem twoim dłużnikiem.
- Daj spokój- uciął machnąwszy ręką. – Mi też zależy na jej zdrowiu psychicznym. Obiecałem ci przecież ,że się nią zaopiekuję i słowa dotrzymam.
- Naprawdę jesteś na gotowy zaopiekować się nieznajomą? Ula może przysporzyć ci sporo kłopotów. Słyszałem od lekarza ,iż jest w kiepskim stanie psychicznym ,a wręcz fatalnym. Ona potrzebuje całodobowej opieki jesteś w stanie jej to zapewnić? Może lepiej będzie odesłać ją do jakiegoś ośrodka? Powinna leczyć się psychiatrycznie.
- Maciej! Nie dopuszczałeś myśli o psychiatryku ,a teraz co? Zmieniłeś zdanie? – oburzył się brunet chodząc po gabinecie. – Nie pozwolę zabrać ją w to okropne miejsce. Po moim trupie!
- Marek ,ale w czym problem?- Chcesz opiekować się nieznajomą z silną depresją. Zamiast być lepiej choroba pogłębia się. Spróbowałeś ,nie udało się teraz pora…
- Nie do końca nieznajomą. Poznałem ją w czerwcu ,mamy praktycznie początek  styczenia. Nie zostawię jej samej z tym wszystkim. Muszę pojechać do domu i zobaczyć ,co z Ulą. Po wypisie  Uli ze szpitala muszę skontaktować się z Leną.
- Lena? A kto to?- wlepił w niego niebieskie oczy. – Twoja nowa dziewczyna? – zaniepokoił się.- Poznałeś ją na bazarze czy w spożywczaku do którego łazisz od lat? Chyba nie w szpitalu… poderwałaś jakąś pigułę? Myślałem ,że ty i Ula…
- Ja i ona?- zaśmiał się gorzko.- Żartujesz ,tak?- spoważniał nagle analizując sytuacje i zachowanie w ostatnich tygodniach. – Nie ,niemożliwe. Nie kocha…- głos ugrzązł mu w gardle.
- Zależy ci na niej- upierał się przy swoim.- Patrycja sądzi nawet ,że…
- Wielka miłość do grobowej deski ,tak?- zirytował się i oparł o biurko. – Odpowiedź brzmi nie. U mnie będzie tylko na czas rekonwalescencji, a potem…
Ja i miłość? Upadł na głowę? hm...tyle ,że chyba...
- Oddam ją pod opiekę specjalistów i wszystko powróci do normy.- wypalił.
Maciej po namyśle uznał ,że oddanie jej do ośrodka to kiepski pomysł. Znał ją nie od dziś.
- Marek ,proszę nie rób tego. Ona zamknie się w sobie i znów targnie na swoje życie. Wyskoczy przez okno albo nałyka za dużo prochów.  
- To co ja do cholery mam robić? Zamknąć w pokoju i przywiązać do łóżka? – wzbierała się w nim wściekłość. – Nie umiem do niej dotrzeć. Broni się ,ucieka, zwraca się do mnie ,,pan’’ zamiast normalnie po imieniu.
- Ulka potrzebuje czasu ,aby przyzwyczaić się do ciebie i nowego miejsca- odrzekł po namyśle Szymczyk.- Ulka to wrażliwa kobieta ,która zawsze kochała dzieci ,zwierzęta ,przyrodę.  
- Przepraszam. Nie sypiam najlepiej- przyznał.-  Śni mi się ten cały napad ,wybuch i nieprzytomna Ula. I Lena jest pielęgniarką. Zaopiekuje się Ulą podczas mojej nieobecności. Pieprzony Rosjanin …i ten nieszczęśliwy wypadek, te bandziory. Biedna Ulka.
- Ty wycierpiała. Poważnie  planujesz zatrudnić wykwalifikowaną pielęgniarkę?
- Tak. Na razie żadnych zmian. Gips z nogi jej zdjęli, a z ręki zdejmą za dobry tydzień. Wybudziła się ze śpiączki ,traciła dużo krwi. Oddałem trochę ,żeby przeżyła. Gorzej z ciętą raną wzdłuż przedramienia. Pozostanie blizna ,musieli ją zszywać omal nie podcięła sobie żył.
- Dobry boże…- jęknął Maciej. – Wracam do roboty ,a potem spotkamy się po pracy i pogadamy o Ulce.
- Okey.
Rozdzwoniła się komórka Dobrzańskiego ,przyłożył telefon do ucha i zamarł. Z szokiem malującym się na zmęczonej twarzy przetrawiał wiadomości od ordynatora szpitala ,z dławieniem w krtani. Z jego ust wydobył się szloch.

- Co się stało?- Maciej przysłuchiwał się ze strachem rozmowie. – Jeden z bandziorów złożył jej wizytę ,chciała uciec stamtąd i...
- Marek mów do cholery ,co z nią - ponaglił szatyn. - Marek...To oni nie są w więzieniu?
- Jeden pozostaje ciągle na wolności. 
- Nachodził ją w szpitalu. Nic nie  mi wspominała. Wcale nie mówi- dodał zmartwiony Szymczyk.
Czemu nie powiedziałaś?
 Nie ujdzie na sucho temu bydlakowi. Policja się nim zajmie. Nie mógł daleko uciec.
- Ale ,co z Ulką? 
- Pędzę do szpitala- rzucił z hukiem trzaskając drzwiami ,wpadł na asystentkę oblewając ją kawą rzucił ,,przepraszam'' i  wbiegł do windy.

wtorek, 1 sierpnia 2017

,,Bolesna strata'' 12

Info: W poprzedniej części. Po napadzie Marek i Ula przewiezieni są do szpitala ,gdzie walczą o życie. Dobrzański wraca do zdrowia natomiast Ula któregoś dnia wybudza się ze śpiączki,ale w skutek uderzenia w głowę i szoku straciła pamięć.Jej mąż umiera w więziennej celi.Maciek i Patrycja zastanawiają się nad przejęciem opieki nad małoletnią Oliwką ,córką zmarłej siostry Szymczyka.
Rozdział zawiera brutalne sceny i wulgaryzmy !

- Jesteśmy małżeństwem?- zapytała ponownie.
Skonsternowany mężczyzna nie odrywał wzroku od intensywnie niebieskich oczu kobiety. Długo zastanawiał się nad odpowiedzią na ,którą znał odpowiedź ,lecz coś nie pozwalała mu powiedzieć tego na głos.
- Nie jestem twoim mężem – odpowiedział w końcu.
- Nie?- upewniała się.
Pokręcił przecząco głową i spojrzał jej w oczy.
Czy mi się wydaję ,że jest rozczarowana ,zawiedziona?
- Myślałam…- urwała i zerknęła w kierunku okna i z powrotem przeniosła na Marka. – Deszcz – rzuciła od niechcenia.
- Co?- spytał zdumiony ponownie ujmując jej dłoń.
- Przypomniało mi się ,że padał deszcz.
Przysiadł na łóżku kobiety i rozejrzał się czy nie idzie lekarka.
- Chcieli nas zabić i mówili coś…- przymknęła powieki i wzięła głęboki oddech.
- Ula- wystraszony brunet pochylił się nad nią ,a ich twarze dzieliły zaledwie centymetry. Wzrok mężczyzny spoczął na jej  ustach.
- Co ty…- wykrztusiła z lękiem.
Dotknęła niespodziewanie szyi opuszkami palców ,oczy stały się okrągłe ,w gardle urosła gula. Z trudem oddychała. Panika ogarniała całe ciało. Zerknęła na dłonie bruneta wzdrygając się i szamocąc w szpitalnej ,niebieskawej pościeli. Przebłyski pojawiały się w jej umyśle. Przymknęła powieki. Dłonie przygniatające ją do ziemi ,zaciskające się na szyi i oddech tuż przy twarzy. Po bladej twarzy pociekły łzy. Szamocząc się wykrzykiwała słowa po rosyjsku.
- Ula …
Nie reagowała na jego głos wrzeszcząc coraz głośniej. Zbiegli się lekarze ,a ona opadła bezwładnie na łóżku dopiero po środku uspokajającym. Dobrzański był w szoku widząc ją w takim stanie. Ze spuszczoną głową usiadł na niewygodnym krześle i poczuł złość do samego siebie. Nie potrafił jej pomoc. Zachowywała się jak opętana ,chociaż nigdy czegoś takiego na własne oczy nie widział. Ba ! Nie wierzył w to. Tłumaczył sobie jej zachowanie gwałtownymi powracającymi urywkami z jej życia ,których nie umie poskładać ,żeby tworzyły logiczną całość. Wiecznie tkwiła w martwym punkcie pogrążając w apatii ,rozpaczy i bólu po stracie córki.
Ze względu na pogorszenia stanu zdrowia została na obserwacji. Dobrzański wypytał ze szczegółami o jej zdrowie i zawiedziony był ,że znowu przestała się do niego oddychać i udaje obojętną. Każda próba nawiązania z nią kontaktu kończyła się odwróceniem do niego plecami. Nie chciała go poznać ,rozmawiać ,a nawet oglądać. Liczyła ,że się on szybko zniechęci ,ale Marek był niesamowicie cierpliwy i pojęcia nie miał dlaczego chce jej pomóc. Za zwykłą chęcią kryło się coś więcej ,ale on nie wiedział jak to nazwać. Nigdy nie opiekował się człowiekiem ,w ten sposób. W ogóle nie otaczał opieką czy troską kogoś ponieważ nie miał takiej osoby. Rodziców owszem kochał ,ale ta kobieta nie była jego krewną . Odtrącała bez przerwy jego pomocną dłoń. Łapał się  w ostatnim czasie na tym ,że sporo o niej myśli.
Kilka kolejnych dni spędziła w szpitalu ponieważ jej stan gwałtownie się pogorszył. W miejsce rany wdała się infekcja ,a wyjście ze szpitalnej sali skończyło się bolesnym upadkiem na śliską świeżo mytą podłogę. Trzymała się ściany jedną ręką ,a drugą chwytała stojak z kroplówką. Organizm kobiety był osłabiony po wystąpieniu poprzedniej nocy infekcji i wysokiej gorączki. Powtarzały się też ataki duszności wywołane powracającymi koszmarnymi obrazami z przeszłości. W wyniku przewrócenia się  Ula złamała nogę w dwóch miejscach i uszkodziła sobie nadgarstek.
Dobrzański wypytywał ją ,jak doszło do złamania nogi i chorego nadgarstka. Ula nie zwierzała się obcemu mężczyźnie z opuszczenia z sali pod pretekstem, wyjścia do łazienki. Planowała ucieczkę ze szpitala ,ale plan się nie powiódł. Pragnęła uciec przed mężczyzną ,który wciąż nie  zniechęcony przynosił kolorowe czasopisma , czytał książki, opowiadał zawsze o czymś i nieustannie ją dotykał. To ręki ,to całował w czoło lub policzek. Nie podobało się to kobiecie. Odczuwała lęk ,że pewnego dnia posunie się dalej i czeka tylko na odpowiednią okazję ,żeby ją skrzywdzić lub porwać i zamknąć w ohydnym miejscu przetrzymując ją wbrew jej woli.
W środę przyszedł wcześniej z bukietem białych róż, wstawił je do wazonu . Nie pytając o zgodę przysiadł na łóżku zauważając ,że nie drgnęła jak zazwyczaj. Spokojnie spała. Dotknął jej włosów były takie miękkie .
- Przywrócę ci uśmiech ,zobaczysz- wypowiedział cichutko słowa ,kciukiem gładząc policzek kobiety. Maciej kupił dla niej owoce ,odwiedzając przyjaciółkę rano ,a Patrycja pojawiła się tuż przed południem przynosząc najpotrzebniejsze rzeczy. Poruszyła się na czole pojawiły się kropelki potu ,zaciskała palce na pościeli.

 Upadała i biegła dalej ,z sercem dudniącym tak mocno ,że bała się ,że zaraz wyskoczy. Ciężkie buty uderzały o twarde podłoże było ,coraz bliżej. Strugi wody spływały z jej nędznego ubrania, ból w nogach był na tyle odczuwalne ,że musiała zwolnić. Traciła siły. Deszcz nie ustawał. Z włosów zrobiły się żałosne strąki zwisające przy twarzy ,a niektóre przyklejone do zaczerwienionych z wysiłku policzków. Oddychała płytko ,walcząc o ,każdy oddech. Ktoś ją gonił. Czuła niemal jego oddech na szyi. Śledził ją ,nie mogła się ukryć. Był tuż za nią. Nie uratowała się, nie dała rady. Złapał ją za nadgarstki ,przycisnął do twardego, mokrego podłoża z wbitymi w nią ciemnymi tęczówkami. W nieprzeniknionym mroku nie mogła dostrzec rysów twarzy i rozpoznać sprawcy. Pomoc nie nadchodziła. Nim się ocknęła jego brudne ,ohydne cielsko leżało na niej. Przygniatało ciężarem swojego ciała udaremniając ucieczkę. Krzyczała, kopała ,szlochała. Na nic. Usłyszała tylko brzdęk rozpinanego paska jego spodni. Zamknęła oczy wierzgając nogami. Oberwała obrzucona nie wybrednymi wyzwiskami.
 Rozdarł jej ubranie z brutalnością zanurzając się w jej ciele. Broniła się ,ale dwóch mężczyzn pomagało gwałcicielowi przytrzymać ją ,gdy on obdzierał ją z resztek godności i zadawał bolesne ciosy ,gdy się rzucała. Strużka krwi spłynęła z jej rozciętej wargi ,a białe zęby zabarwiły się na bordowo ,gdy dostała kolejny mocny cios w szczękę. Łzy mieszały się z krwią. Obdarte nogi podciągnęła pod brodę po ucieczce mężczyzn. Siedziała nie zdolna do jakiegokolwiek ruchu. Czuła pulsujący ból miejsc intymnych i nadgarstka. Cała jej twarz ,szyja i nogi pokryte były krwią i błotem. Łkała ,chcąc się podnieść po paru próbach jej się udało. Głowy odbijały się wciąż echem w jej głowie i ten ohydny zapach przetrawionego alkoholu zmieszanego z tytoniem i potem. Ubranie przylepiło się jej do skóry ,a z nieba nadal leciały duże krople wody.

Obudziła się gwałtownie łapiąc powietrze i dygocząc na całym ciele. Marek delikatnie pogładził jej dłoń i przemawiał do niej łagodnym głosem. Ułożyła się spokojnie i obrzuciła bruneta nieufnym spojrzeniem. Skupiła uwagę na jego twarzy, poczuł się nieco skrępowany ,gdy bez słowa wpatrywała się w niego ,następnie przeniosła wzrok na rękę ,którą on lekko przykrywał swoją. Speszona cofnęła ją i schowała pod pościel.
W jej głowie pojawiło się wspomnienie dziewczynki krzyczącej ,,mamusiu’’ i chwila nieuwagi ,potem potężny huk i krew. Wszędzie krew i późniejsze słowa ,,przykro mi’’ w języku rosyjskim. Obrazy tak szybko pojawiły się w jej głowie ,że nie wiedziała czy to wytwór wyobraźni czy okrutna prawda.
- Nie zrobię ci krzywdy- szepnął wyciągając dłoń.
Schowała się pod kołdrą jeszcze bardziej przerażona ,przełykając nerwowo ślinę. Instynktownie zacisnęła uda i skuliła się w sobie zamykając powieki. Żołądek podchodził do gardła ,słyszała szepty i myślała ,że zwariuje. W pewnym momencie przyłożyła dłonie do uszu. Marek powoli odkrył ją i spojrzał ze współczuciem i niepokojem.
- Zostałam sama.
- Nie zostałaś – odparł Marek. – Masz przyjaciół na ,których możesz polegać. Od lat dbają o twoje bezpieczeństwo.
- Nie ! Oni są źli …oni mnie zabiją… znajdą …- łkała.- Miałam męża i chyba …Zawołaj go.
- Nie pozwolę ,żeby cię odnaleźli. Po wyjściu ze szpitala będziesz pod moją opieką. Z mojej strony nie musisz się niczego obawiać. Twój mąż nie żyje tak jak… Możesz mi zaufać.
- Żeby pan mnie obdarł mnie z resztek godności tak jak oni? Nigdy w życiu. Nie zbliżaj się! Nie dotykaj! Nie chcę pana więcej widzieć! –podniosła głos ,który stał się nieco ochrypły. Odkaszlnęła i odwróciła głowę.
- Niech pan nie podchodzi- wyjąkała lękliwie.
- Ulka , nie jestem brutalem- tłumaczył nie tracąc panowania.
- A kim pan jest?- spytała lodowato. – Czyimś szpiegiem? Może gliną?
- Nie , Marek Dobrzański- przestawił się. – Prezes firmy odzieżowej przy Lwowskiej.
- Ale skąd się pan tu wziął?
-  Uciekłaś ze szpitala i wpadłaś w ręce bandziorów ,a raczej wpadliśmy.
- Dlaczego ?- dociekała nic nie pojmując. Poruszyła się niespokojnie w łóżku. Facet wydawał się jej mocno podejrzany. Nie zamierzała mu ufać ,ale przeczuwała ,że on coś wie.
- Uciekłaś przede mną. Miałem zabrać cię do domu. Maciek i Patrycja nie mogli się tobą dalej opiekować- wyjaśnił. – Znam ich bardzo dobrze. Przyjaźnie się z Maćkiem dzięki niemu poznałem ciebie i opowiedział mi o tragedii jaka cię spotkała. Nie zna wszystkich faktów ,ale resztę dowiedziałem się z innych źródeł.
- Co to znaczy?
- Siostra Maćka była chora i zmarła . Spadła na nich opieka nad małym dzieckiem ,bo nie chcą ,żeby mała trafiła do ośrodka wychowawczego. To naprawdę jeszcze maleństwo. Nic nie rozumie z zaistniałej sytuacji. Tęskni za mamą.
- Nie może pan  jej adoptować?
- Co?- zdumiał się brunet patrząc na nią jak na Ufo. – Nie , ja? Nie znam się na dzieciach. Trzydziestoparoletni kawaler ma opiekować się niespełna dwuletnim dzieckiem? Pracuję do szesnastej zdarza się ,że dłużej. Musiałbym zostawiać ją z matką lub wynająć opiekunkę. A dziewczynka potrzebuje dwóch opiekunów ,a nie jednego.
- Racja. U nich będzie miała wszystko ,a ja… wywalili mnie na bruk i pan twierdzi ,że to moi przyjaciele? Bzdura. Pan kłamie. Pana bawi moje nieszczęście ? Znajdź  pan sobie jakieś zajęcie albo kobietę i da mi spokój.
- A ty nie jesteś kobietą?- wypalił ,uśmiechając się szelmowsko.
- Nienormalny pan jesteś- burknęła. – Dziwki są w burdelach- stwierdziła dobitnie, dopowiadając coś po rosyjsku.
- Nie rozumiem rosyjskiego- oznajmił ,podchodząc do drzwi.
- Nie mój problem – westchnęła. – Panie Marku?
Zaciekawiony spojrzał na nią. Poruszyła drżącymi wargami ,lecz nic nie usłyszał.
- Powtórz.
- Czy w wypadku zginęło jakieś dziecko ,dziewczynka? Czy ja miałam …-zawahała się unosząc wzrok i kierując niebieskie tęczówki na bruneta. – córkę?
- Jeżeli jest tak jak pan powiedział… i mój mąż nie żyje oraz dziecko.
- Nie mówiłem o dziecku.
- Chcę umrzeć- wyszeptała niespodziewanie.- Niech pan wyjdzie- rozkazała. – Nie chcę pana tu więcej oglądać- rzuciła ostro. 
- Ula, ja ci wytłumaczę…
- Marnuje pan swój czas- ciągnęła dalej z złością w oczach. – Proszę mnie nie nachodzić. Drogę do wyjścia ,pan zna.
Otworzył usta i pośpiesznie je zamknął. Puścił jej dłoń z jakimś smutkiem w szarych tęczówkach.
- Pragnę twojego dobra ,Ula. Nie zamierzam cię skrzywdzić. Czuję ,że muszę ci pomóc ,choć nie mam pojęcia czemu to robię. O pokręcone ,wiem. Znam twoją historię. Twoja córeczka nie żyję ,ale…
- Co? Miałam jednak córeczkę? Gdzie ona jest?! No gdzie? Powiedz mi! – słowa ,,nie żyje’’ do niej nie docierały. Roztrzęsiona, krzyczała zalewała się łzami. Dobrzański pogłaskał ją po głowie jak małe dziecko i nieporadnie przytulił do siebie. Wyrywała się ,ale nie miała zbyt wiele siły. Wrzaski zaniepokoiły personel i wyrzucili Marka z zakazem zbliżania się do kobiety. Miewała przebłyski i ataki paniki. O Marka nie zapytała nikogo ani razu.  

                  ****
W dniu wypisu Urszuli musiał kłamać ,bo nie widział innego wyjścia. Sytuacja była patowa. Przyjaciele kobiety na barkach dźwigali już ciężar i znaleźli się w ciężkim położeniu. Sprawa z małą nie została w dalszym ciągu rozwiązana. Marek był pewien ,że drobne kłamstewko nie mające nic wspólnego z rzeczywistością ,nie jest ,aż takie złe. Gdyby od początku powiedział ,że dla pacjentki jest obcym człowiekiem ,nie wpuściliby go na salę. Udawał więc narzeczonego ,ale dopiero dzisiaj Ula dowiedziała się prawdy i była oburzona. Nie wywołując jednak sensacji i mając ,gdzie się podziać zgodziła się tymczasowo u niego zamieszkać wiedząc ,że nie potrwa to długo. Układała już bowiem plan przekonana ,że tym razem nikt ją od tego nie odwiedzie i zakończy swój żywot. Pragnęła umrzeć ,żeby wyrzuć z głowy te obrzydliwe sceny, twarze ,głosy .
- Puść ! Pan głuchy?!- fuknęła ,odurzona bliskością jego ciała w oczach malował się strach.
Co on chcę ze mną zrobić? Zabić ,poćwiartować , więzić?
- Nie zamierzam. Nie zdołasz  zejść ze złamaną nogą po schodach i wsiąść do samochodu- mówił spokojnie. – Zaniosę cię i pojedziemy do mieszkania. Potem zostaniesz chwilkę z moją matką ,a ja zrobię zakupy.
Przestała się szamotać i pozwoliła się nieść ,zamykając oczy. Drżała przełykając nerwowo ślinę i starając się jak najciszej oddychać.
- Nie bój się- przerwał ciszę i dotarł na parking ,gdzie stał granatowy peugeot Olszańskiego.
- Nie ufam panu- odrzekła chłodno.

 Ostrożnie posadził ją na przednim siedzeniu ,zapinając pas. Wstrzymała oddech zakrywając twarz ,trzęsącymi dłońmi. – Spokojnie.
- Pan …
- Marek. Mów mi po imieniu.
- Zabiłaś ją ,zabiłaś dziecko!- niósł się echem po całym domu głos mężczyzny.
Kobieta cofnęła się od frontowych drzwi i podeszła do Rosjanina. 
- Nie zrobiłam tego- broniła się kobieta. - Nie chciałam jej zabić. To był wypadek. 
- Nieprawda. Jesteś zwykłym śmiechem- trzasnął ją w twarz.- Pieprzysz się z każdym pod moją nieobecność. Nawet nie sypiamy razem! Pod drzwi stawiać to pojebane krzesło ,żebym nie mógł wejść. Tak nie robi żona!
- Zostaw mnie. Zrobiłeś z mojego życia piekło!
- Piekło dopiero się zacznie. Zobaczysz ,co to naprawdę znaczy. Myślałaś ,że możesz uciec? Zabrać mi dziecko? 
- A ty grasz ciągle w kolegami i narobiłeś długów ,które ja mam spłacać, okradasz ,bijesz. 
- Nie zgłosisz tego ,szmato. Nie boję się takie ścierwa jak ty. Nikt na ciebie w życiu nie spojrzy ,bo zwymiotuje na sam twój widok.
- Kocham naszą córkę. Była całym moim światem ,rozumiesz? Dlaczego mnie śledzisz? 
- Nie śledzę- skłamał. - Zapłacisz za wszystko ,żonko- wyszeptał ,uśmiechając się szyderczo. 
Położyła ręce na podołku przytłoczona atakowanymi wspomnieniami. Wyczerpana ,zamknęła oczy. 
Zanurzała się w mętnej wodzie. Płuca płonęły żywym ogniem ,a serce spowalniało swój rytm. Rozpaczliwie nabierała powietrza ,tonęła ,zanurzała się w zielonkawej wodzie mając otwarte oczy, wodorosty osiadły na unoszących się na wodzie włosach. Spadała nie czując nic ,leciała na dół jak kamień na dno rzeki. Postrzępiona sukienka wybałuszyła się zabarwiając na czerwono ,gdy ostre ostrze zardzewiałego noża zanurzyło się w jej brzuchu. Powstała na wierzchu szkarłatna, wielka plama. Zanim jej ciało dotknęło dna ujrzała w wodzie wyciągniętą dziecięcą rączkę ,wołającą ,, Mamusiu’’.

W samochodzie zasnęła powtarzając przez sen imię córeczki. Nie budził jej dojeżdżając na miejsce. Deszcz z śniegiem psuł widoczność. Okrył ją kocem z bagażnika ,pokonał klatkę schodową i z trudem otworzył drzwi. Zaniósł ją do przygotowanego przed paroma dniami pokoju. Delikatnie położył na dużym materacu i zdjął płaszcz, czapkę oraz buty. Przebrał w piżamę . W szafce poukładał ubrania przywiezione przez Patrycję i zerknął na jej twarz zalaną łzami. Siedziała patrząc  na mężczyznę.


- Moja maleńka Emi- wyjąkała płaczliwie. – Zabiłam ją prawda? Moją biedną córeczkę. Straciłam ...Boże ...,a pan pomaga morderczyni. Powinnam skończyć ze swoim życiem raz na zawsze.
- Nie pozwolę ci ,Ula. 
- Czemu? Dla pana przecież nic nie znaczę. Przyjaciół ani rodziny chyba nie mam. Nie pamiętam. On tak mówił. 
- Kto?
- Mój były mąż .Oskarżał ...uderzył i wyzywał.
- Ja tego nie zrobię ,tu jesteś bezpieczna- przysunął się bliżej.- I nie płacz. Zgłodniałem ,a ty?
- Nie będę jeść. Chcę umrzeć.