wtorek, 12 grudnia 2017

,,Ocal moje serce'' 21 Finał.



W wielkim pośpiechu ubrał ochronne ubranie ,żeby być przy rodzącej żonie. Wieźli ją na porodówkę. Zatrzymał przed drzwiami z zawahaniem. Wziął głęboki wdech. Nie zostawi jej samej ,nie w chwili ,gdy potrzebne jest jej wsparcie i jego obecność. Odczuwał strach. Nienawidził szpitali ani krwi. W studiu tatuażu pokonał lęk więc i teraz nie opuści jej w najważniejszym dla nich momencie życia. Chciał ujrzeć kruszynki tuż po narodzinach. Usłyszeć pierwszy krzyk , poczuć w pełni ,iż został ojcem ślicznych córeczek.
- Jesteś- szepnęła zduszonym głosem ściskając jego silną dłoń.
- Wszystko będzie dobrze… jestem tu z tobą- odszepnął zanim jej twarz ponownie wykrzywiła się w grymasie.
- Aaaa… jeśli…- znów się skrzywiła.- Zaopiekuj się nimi jeśli ja…- nie dokończyła wydając z siebie krzyk. Zagryzała zęby ,a z czoła leciał pot. Marek otarł jej mokre czoło przemawiając do niej czule. Widząc jej mękę modlił się  w myślach ,aby wreszcie poród się zakończył.
- Skarbie dasz radę – powtarzał ,gdy traciła siły.- Jeszcze troszkę i córeczki będą z nami.
Słowa męża podziałały na nią motywująco ,bo po niecałych dziesięciu minutach usłyszeli krzyk pierwszego dziecka.   
- Mają państwo zdrową dziewczynkę- usłyszeli świeżo upieczeni rodzice na ich twarzach rozlał się szczęśliwy uśmiech. Ula oddychała ciężko wykończona i marząca jedynie by wziąć wreszcie na ręce swoją kruszynkę.  
Wykończona Ula nie miała siły przeć ,obraz jej się zamazywał ,a skurcze odbierały wdech. Instruowana przez położną parła dalej robiąc przerwę na oddech. Trwało to strasznie długo. Opadła na poduszki wypruta całkowicie bez sił.
Mężczyzna nie odstępował jej łóżka na moment odwracając się tylko spoglądając na maleństwo w ramionach lekarki.
Po niecałym kwadransie druga malutka zaalarmowała swoją obecność donośnym krzykiem. Od razu wiedzieli ,że ma mocne płucka.
Ucałował usta żony wzruszony z szerokim szczęśliwym uśmiechem.  Młodzi Dobrzańscy wiedzieli ,że córki mają zdrowe płuca i bardzo ucieszył ich fakt ,iż nie urodziły się z żadną wadą lub niewydolnością oddechową. Marek ani Ula nie mogli uwierzyć  w ten cudny obrazek. Dziewczynki zostały ułożone na piersi Uli.
- Śliczne , cudowne dziękuję ci za nie. Kocham cię i te kruszynki spojrzał na maleństwa leżące na jej brzuchu.
- Ja ciebie też- zaszkliły się jej oczy.- Nasze piękne słoneczka- wzruszenie odbierało jej głos.- Kocham cię i dziewczynki.
Lekarz wygonił Marka z sali wyjaśniając ,że muszą jego żonę oczyścić i zawieźć na salę poporodową gdzie będzie mógł później do niej zajrzeć.

                                  ****
- Puk ,puk można- zapytała Violetta z czerwoną papierową torebką.
- Jasne, wejdź- rzekła Ula poprawiając się na łóżku i zerkając  w bok na kruszynki.
- Jejku, są takie maleńkie. Basieńka była trochę większa.
- Bliźniaki zawsze są mniejsze- Dobrzański znienacka przerwał milczenie. – I ciszej bądź ,bo dzieci śpią- upomniał ją.
- Przyszłam w iście pokojowych stosunkach ,nie wkurzaj się tak. W końcu mam większe doświadczenie niż ty.
Ta uwaga zabolała Marka. Faktycznie o noworodkach posiadał niewielką wiedzę.
Będę musiał nauczyć się w praktyce – pomyślał.
Zakładanie tak małych rozmiarów pieluch przerosło go. Lekarka mu pokazywała ,bo Ula była zbyt słaba ,żeby wstawać i nie chciał jej forsować po trudnym porodzie. Madzia i Michasia były jak dwie krople wody. Czarne czuprynki, błękitne oczka i dołeczki. Obie je po nim odziedziczyły dostrzegł to ,gdy płakały i wykrzywiały malutkie różowe usteczka.
Ula obserwowała męża z jaką delikatnością obchodzi się z ich dzieciaczkami. Sporo do nich mówił, bez przerwy na nie spoglądał, dotykał ich drobniutkich rączek.
- Viola – zaczęła Ula.- On jest przewrażliwiony na ich punkcie. Nie oswoił się jeszcze ,że są maleńkie i jest ich tatą. Szczerze ja też mam z tym problem. Ciągle pytam się Marka ,lekarki czy kogoś odwiedzającego czy oddychają i nie sinieją im przypadkiem rączki ,nóżki czy buzia.
- Nieprawda , wcale nie jestem przewrażliwiony- zaprzeczył gwałtownie.- Po prostu się boję i martwię. To chyba normalne w przypadku osób ,które są ci najdroższe? Ulka- ujął jej dłoń splatając jej palce ze swoimi.- Kocham was i nie umiałbym bez was żyć- musnął czule jej wargi.
Violetta chrząknęła przypominając o swojej obecności. W końcu wyjęła z torebeczki kilka par różowych śpioszków i dwa małe misie.
W sali znajdował się spory zestaw pluszaków ,ubranek, i kolorowych baloników.
- Odpoczywaj ,kochana. Pogadamy ,kiedy indziej ,a ty Marek dbaj o nią i maluszki- pożegnała się.
Nazajutrz przyszli rodzice Marka z czekoladkami dla synowej i drobiazgami dla wnuczek. Ula tuliła do siebie Michasię ,a Madzia słodko spała w ramionach Marka ,który chodził z nią po pomieszczeniu.
- Nie przeszkadzamy?- spytała szeptem Helena.- Jak się czujesz? Dzieci zdrowe?
- Zdrowe, dostały po dziesięć punktów to silne dziewczyny- powiedział z rozpierającą go dumą Marek.- I strasznie podobne do mnie ,ale po Ulce mają piękne oczy.
Helena w milczeniu chłonęła ten uroczy obrazek.  Jedna dziewczynka poruszyła się ,zamlaskała nie otwierając oczek.
Do rozmowy włączył się Krzysztof  zachwycony małymi wnuczkami jak jego żona. Kazali Uli odpoczywać i udzielali rad młodym rodzicom. Beatka przyszła z ojcem powtarzając ciągle ,że przypominają śpiące laleczki ,gdy leżały ubrane  w śpioszki we wzorki i malutkie czapeczki. 

                         *****
 Ula po dojściu do siebie z nutą żalu pomyślała o weselu ,które ją ominęło ,ustrojonej sali ,gościach i atrakcjach zorganizowanych przez teściów oraz męża. Marek obiecał jej pokaz fajerwerków po północy przed salą restauracyjną. Zespół muzyczny , catering wszystko było opłacone ,a ona nawet tego nie zobaczyła lądując na porodówce tuż po złożonych życzeniach gości od weselników i przysiędze małżeńskiej. Niemniej jednak powitanie na świecie dzieci było jedną z najwspanialszych dla niej i Marka chwil i wspaniałym prezentem ślubnym. Ze strony teściów , ojca ,przyjaciół oraz Marka miała wielkie wsparcie.
Od porodu minęły równe  trzy miesiące. Najcięższe w życiu młodych rodziców. Oboje bali się ,iż zrobią coś nie tak. Zmęczeni wstawali w nocy ,a Marek w pracy był ledwie przytomny. W końcu wziął wolne ,a w firmie zastępował go ojciec. Rękę na pulsie trzymał także Sebastian ,a Violetta wpadała do nich z Basią.
,,Kochane aniołki, nasze córeczki ,naprawdę nasze ‘’- powtarzał przejęty Dobrzański jakby  w dalszym ciągu nie dowierzał.
,,Zapewniam cię ,że nasze. Nie widzisz podobieństwa?- mówiła na wpół rozbawiona przejeżdżając leciutko jednej z  dziewczynek po policzku. Ta śmiała się ,a na jej policzkach ukazywały się dołeczki.
Ula nazywała je słoneczkami ,bo były dla niej jak promyk słońca po burzy i nadzieją na lepszą przyszłość po niezbyt przyjemnej niewartej wspomnień przeszłości. W końcu poczuła ,że oddycha pełną piersią po zmianie nazwiska. Tamto przypominało jej o popełnionym błędzie.

                             ****
Otuliła się ciemnym pledem czytając książkę o romantycznej miłości. Oczy śledziły tekst ,ale myśli biegły zdecydowanie w inną stronę. Niepokoił ją wybuch Aleksa. Nie oczekiwała od niego niemożliwego, wspaniałych niespodzianek, śniadań do łóżka , drogich prezentów ani wielce romantycznych gestów ,choć skrycie marzyła ,żeby jej mąż od czasu ,do czasu zdobędzie się na bardziej czułe gesty , zaskoczy ją. Żeby zabrał do restauracji na kolację,kupił na urodziny kwiaty czy zabrał w fajne miejsce. Poruszony przez nią temat dziecka wystraszył go na tyle ,że wyniósł się z ich sypialni sypiając na kanapie. Trzy długie miesiące sypiała sama w wielkim małżeńskim łożu i wylewała gorzkie łzy pragnąc naprawić ich relację i sprawić ,aby wrócił nie do sypialni ,ale przede wszystkim do niej. Kochała go. Niezmiennie od kilku lat. Nie zapomniała gwałtownej pieszczoty jego ust, namiętności ,której dali nieraz się porwać ,listów słanych do siebie , samotnych dni bez niego. Nocy upływających na myśleniu czy ułożył sobie życie? Czy jej powrót by coś zmienił? Pytania namnażały się w jej głowie z zabójczą prędkością. Julka poprawiła zsuwający się pled, odrywając na chwilę wzrok od treści książki.
- Julka… Julia- poprawił się szybko opierając się o framugę drzwi. Podskoczyła przerażona przykładając dłoń do serca. – Aleks…
- Co czytasz romantyczna Julio?- usłyszała pogardę w jego głosie.- Nie jestem pieprzonym romantykiem przynoszący kwiatki, czekoladki i inne bzdety.
- Odrobina romantyczności nie jest zła- próbowała łagodnie obawiając się wybuchu złości z jego strony. – Kocham cię i nie zgodzę się na rozwód. Będę walczyć o naszą miłość- poderwała się z kanapy stając z nim w twarzą w twarz. Omiótł jej sylwetkę i zatrzymał na lśniących oczach.
- Julia przepraszam. Jestem zimnym sukinsynem i nic tego nie zmieni ,ale wiedz jedno. Nie pozwolę ci odejść. Zachowałem wszystkie twoje listy. Nie miałem siły ich wyrzucić. Nie umiałem ułożyć sobie z kimś innym życia ,bo… nienawidziłem Marka za to ,co zrobił. Pragnąłem was  znienawidzić i zniszczyć oboje,chociaż nie do końca się udało ,bo gdybym zniszczył  ciebie ,zniszczyłbym siebie. Ty byłaś i jesteś dla mnie ważna. Wybaczyłem wam i nie chcę do tego wracać. Z Markiem przyjaciółmi nie będziemy ,ale zemsta nic nie da. On sam wiele zrozumiał i doświadczył.  Kocham cię- wyszeptał w jej blond włosy.
- Ja też cię kocham- odpowiedziała czując silnie oplatające ją ramiona. – A z dziećmi poczekam ,aż będziesz gotowy.
- Może nie czekajmy?- zagadnął.- Widziałem dzieci Marka i Uli. Marek podał mi dziewczynkę w pierwszej chwili spanikowałem i prawie ją upuściłem ,ale po tamtej wizycie zacząłem dużo o tym myśleć.
Przyciągnął ją do siebie ,kładąc jedną dłoń na karku z gwałtownością całując jej wargi. Pogrążenie w szaleństwie skierowali się w stronę miękkiego dywanu przy kominku.

                                                 *****
Sześć  lat później…

Woda przyjemnie chłodziła stopy w trzydziestostopniowym upale. Kobieta kroczyła piaszczystą plażą w blasku gdańskiego słońca przytulona do ramienia męża. Niezmiennie zakochana w nim bez pamięci, nie uznająca innych mężczyzn za  wyjątkowo atrakcyjnych. Dla niej liczył się jeden facet. Marek Dobrzański. Kochający ,czuły i zapracowany mąż oraz cudowny ojciec ich  dwóch córeczek. Byli zgodnym małżeństwem, prawie nigdy się nie kłócili ,a sprzeczki zdarzały się im wyjątkowo rzadko. Dużo ze sobą rozmawiali, spędzali czas ,a córki wyrosły na piękne dziewczynki  grzeczne kochające i szanujące swoich rodziców.Wszyscy je rozpieszczali. Szczególnie dziadkowie.
 Spotkanie tuż przed biurowcem odmieniło jej życie na zawsze. Pokonali mnóstwo przeszkód ,by zaznać szczęścia.
- Madzia nie ciągnij tak siostry!- krzyknęła Ula próbując przekrzyczeć hałasujące nad ich głowami mewy.
Biegnący pies zatrzymał się podnosząc rzucony przez Marka patyk. Popatrzył na właściciela i otrzepał się ochlapując ich wodą.
- Reks!- krzyknęła Ula przywołując psa do porządku.- Chodź tutaj. Reks!
Dobrzański podniósł patyk i zamachnął się rzucając. Dziewczynki roześmiane nie chciały wracać. Uwielbiały gorący piasek i kąpiele w ciepłym  morzu. Trzy lata temu Marek i Ula udali się w podróż  bez dzieci do Dalmacji znajdującej się w południowej Chorwacji. Zwiedzali ,cieszyli się sobą i robili mnóstwo zdjęć. Album wypełniony był ich różnymi fotografiami z różnych okresów ich życia.
Marek objął ramionami żonę i złożył na jej wargach namiętny pocałunek. Madzia z Michasią pogładziły długą sierść psiaka mówiąc coś do niego.
- Ocaliłeś moje serce ,uchroniłeś przed samotnością i sprawiłeś ,że nie zamieniłabym mojego życia na nic. Kocham cię , Marek. Zawsze będę.
- Ja też cię kocham i nigdy nie przestanę. Obiecuję. Jesteście dla mnie najważniejsi- zapewnił gorliwie i pocałował jej czoło.
- Tato! Wracamy?- zapytały jednocześnie. – Mamusiu , Reks zniszczył moją sukienkę.
- Moją też- poskarżyła druga. – Najlepszą sukienkę- posmutniała.- Jest brudna i poszarpana. Nie mogę tak pokazać się ludziom.
Oboje zaśmiali się na tą uwagę. 
- Kupimy nową niedaleko widziałem taki sklep z kapeluszami,letnimi strojami i okularami przeciwsłonecznymi.
Pies biegł przed nimi rozbryzgując mokry piasek. 
- O nie nie mieliśmy iść na pizzę?- spytała Michalina.- Tatusiu, obiecałeś.
- Michalina ma rację- poparła siostrę.- I lody. Góra lodów.
- Góra?- zaśmiała się Ula.- Nie możecie tyle jeść,bo rozbolą was brzuszki.
- Wiemy nie jesteśmy takie małe- rzekła z wyższością Magda.
- Dla nas zawsze pozostaniecie kochanymi słoneczkami- powiedziała Dobrzańska.
Marek  złapał Michasię za rękę ,a Ula Madzie i udali się do pobliskiej budki z jedzeniem. 

              KONIEC!

sobota, 2 grudnia 2017

,,Ocal moje serce'' 20

Przedostatni rozdział nudnej historii ...


- Uważaj na stopnie- ostrzegł Marek prowadząc Ulę z opaską na oczach w kierunku długiego jasnego korytarza. Szła ostrożnie instruowana przez narzeczonego. Podekscytowana dotykała opaski ,chcąc ją zsunął ,ale Marek prosił o chwilkę cierpliwości. Bawełniana grafitowa sukienka z długimi rękawami udynamiczniła się na jej wielkim brzuchu. Zmęczyła się idąc na górę i musiała zaczerpnął tchu zanim Dobrzański otworzył na roścież drzwi i zaprosił do zajrzenia do środka zsuwając z jej oczu skrawek materiału i kładąc dłonie na ramionach stojąc za nią.
- Fantastyczny pokoik i te dodatki. Kiedy zdążyłeś go urządzić?- spojrzała na niego z radością w błękitnych oczach.
- Podoba ci się? Viola i Seba wybierali mebelki ,a ja kupiłem resztę i szczerze mówiąc zależało mi bardzo ,aby zdążyć na czas. W każdej chwili mogłaś urodzić i…
- Urządziłeś pokój podczas mojego pobytu w szpitalu?- dopytywała.
- Tak. Zaraz następnego dnia rano wziąłem wolne i zająłem się przygotowaniami do narodzin naszych dzieciaczków- powiedział pieszczotliwie obejmując dłońmi jej ogromny brzuszek i przytulając się do pleców.
- Jesteś kochany. Pokoik jest taki jaki sobie wymarzyłam. Może troszkę za dużo tych pluszaków i brakuje wózka oraz nosidełka.
- Kochanie ,nie brakuje. Nosidełka zostawiłem przypadkiem w garażu . Wyleciało mi całkiem z głowy ,a wózka rzeczywiście zapomniałem ,ale nie martw się- dodał pośpiesznie. – Zajmę się wszystkim ,a ty odpocznij. Najlepiej usiądź ,a ja przyniosę ci coś do picia. Może jesteś głodna?

- Zjadłabym śliwki w czekoladzie i napiła nektaru z czarnej porzeczki.
- Oczywiście . Przyniosę ,a ty spokojnie poczekaj i nie rób gwałtownych ruchów.
- Marek, czuję się świetnie. U Violi to był fałszywy alarm. Nie powtórzy się. Madzia i Michasia urodzą się w terminie. 
- Ulka, lekarz kazał ci leżeć i dużo odpoczywać inaczej urodzisz za wcześnie.
- Wiem- przyznała smutno.-  W sukienkę zaprojektowaną przez Pshemko i tak się nie zmieszczę. Musimy , Marek odwołać ślub.
- Odwołać? Ula zlituj się bezustannie przekładamy i odkładamy zawarcie małżeństwa. To przyniesie pecha. Nie odwlekajmy, proszę. Ja chcę ,żebyś była moją żoną.
- Dlaczego ,aż tak ci na tym zależy?- spojrzała mu w oczy. – Czyż nie ważniejsze jest ,że jesteśmy szczęśliwi?
- A w szpitalu nie wpuszczą mnie na salę porodową ,bo nie jestem przecież mężem ani z rodziny- stwierdził gorzko.- Ula czy ty w ogóle chcesz zostać moją żoną?
- Oczywiście ,że chcę. Kocham cię i nie istnieje nikt ważniejszy od ciebie za wyjątkiem dzieci ,ale ślub w zaawansowanej ciąży nie jest najlepszym pomysłem. Jeżeli tak ci zależy ,okey. Zrobię to dla ciebie i również siebie. Chciałam już nazwać się Dobrzańska. 
- Da się zrobić- odparł,wychodząc. 
Opadła ciężko na bujany fotel rozmyślając nad przyszłością. Dobrzański zaniósł do dziecięcego pokoiku wszystko o co prosiła Ula i oparł się o krawędź łóżeczka obserwując ją w ciszy.

                                     ***
Marek w czarnym garniturze ,białej koszuli i muszce prezentował się niezwykle przystojnie i pociągająco. Ula nie potrafiła oderwać wzroku od przyszłego męża ,który zajrzał do jej pokoju czule całując jej jeszcze nieumalowane wargi.

- Witaj ,piękna- wyszeptał zmysłowym głosem.
 Czekała na matkę ukochanego,która miała przynieść jej coś niebieskiego ,a Viola pożyczyć bransoletkę według starego zwyczaju.
- Denerwuję się- wyznała przejętym głosem.- Dzieci też to wyczuwają i wiercą się. Boję się , Marek.
- Skarbie wszystko będzie w należytym porządku. Zadbaliśmy o każdy szczegół. Poza tym będę przy tobie. Nic się nie stanie ,a córeczki urodzą się zdrowe i śliczne jak mama- dodał wesołym tonem.-  Ulka jesteś moim największym darem. Ty i dzieci. Nie wyobrażam sobie bez was życia.  Ogromnie się cieszę ,że wybaczyłaś takiemu draniowi jak ja i dałaś szansę. Miałem ochotę się zastrzelić jak dowiedziałem się ,że ty i Piotr jesteście małżeństwem.  
- Marek… nie mów o przeszłości. Wybaczyłam ci ,bo cię kocham ,a Piotr to psychopata.
- I ja cię kocham- odpowiedział całując ją namiętnie w usta i przenosząc gorące wargi na szyję. Usłyszał chrząknięcie. W drzwiach stała Violetta z niemowlakiem na rękach i Aleks z Julią. 
- Yyy..cześć- rzekł zmieszany.- Nie przyszłaś z Sebą?
- Podwiózł mnie i pojechał załatwić jakąś sprawę. Nie wnikałam. Tajemniczy się zrobił od paru dni. Potrzymasz małą?
- Ja? 
- Cześć Marek, Ula- uśmiechnęła się Julia. - Aleks ,a może ty zajmiesz się dzieckiem- zaproponowała.
- Julia ,ja nie ...Nie lubię dzieci- zakończył ostrym tonem. 
- Aleks, ale kochanie...- zaczęła gładzić jego policzek.
Zabrał jej dłoń z twarzy. Inni milczeli obserwując całe zajście skonsternowani. Violetta wymknęła się z małą ,nie chcąc im przeszkadzać. 
- Julia...nie...nie nadaję się na ojca. Nie ,każde małżeństwo ma dzieci. 
- Aleks ja chcę ...
- Ale ja nie! Nie rozumiesz
- Julia jest w ciąży?- zapytał cicho zszokowany Marek.
- Oczywiście ,że nie- zaprzeczył gwałtownie Febo. - Mogłaś mi powiedzieć wcześniej!- krzyknął ,aż cofnęła się i zaszkliły się jej oczy.
- Wziąłeś ze mną ślub ,bo myślałeś ,że jestem w ciąży?- wydusiła. - Aleks...
- A co myślałaś- posłał jej mordercze spojrzenie. 
Ula robiła dobrą minę do złej gry nie najlepiej się czując. 
Febo wyszedł trzaskając drzwiami ,a za nim wypadła jak oparzona Julia mijając się  w przejściu z Violą .
- No ,muszę zająć Uli makijażem. Przyjdzie jeszcze Eliza moja kuzynka z zawodu fryzjerka. Ulka zrobimy cię na bóstwo i olśnisz blaskiem wszystkich.
- Z tym wielkim brzuchem? W życiu. Panna młoda jako hipopotam lub wieloryb.
- Ale kochany wieloryb- zażartował.
- Uważaj- pogroziła mu palcem odwracając się i intensywnie wpatrując się w niego.- Bo się rozmyślę. Nie sądziłam ,iż tak szybko ziści się nasze marzenie.
- Ani ja. Dzwoniłaś do ojca?
- Nie, Tata przyjedzie z Alą i Beatką bezpośrednio pod kościół. Pozostali goście też tam będą.
- Beatka będzie zawiedziona. Chciała cię zobaczyć tuż przed ślubem i sypać kwiatki. Twój ojciec patrzy na mnie wilczym wzrokiem i wolałbym ,żebym trzymał się od ciebie i Betti z daleka.
- Zaakceptuje cię ,ale potrzebuje czasu. Niejako porównuje cię do Bartka i Piotra.
- Do tych popaprańców?!- uniósł się.- No, nie…- zagotowało się w nim na myśl o byłych ukochanej.
- Uzbrój się w cierpliwość. Ojciec  jest nieufny w stosunku do ludzi. Szczególnie moich wyborów sercowych ,ale ja z ciebie nie zrezygnuje nigdy – musnęła jego usta.
- Marek , nie mamy czasu- jęknęła Olszańska trzymając wyrywającą się dziewczynkę. Rozebrała ją z kurteczki i zdjęła czapeczkę odsłaniając jej jasne włoski. Mała energicznie machała nogami i wydała różne dźwięki.
Ula i Marek zapatrzyli się na małą nie słuchając gadatliwej blondynki. Marek wziął Basię kołysząc ją leciutko na rękach i wychodząc z pokoju.
- Wolisz delikatny czy mocniejszy?- spytała wyjmując z torebki kosmetyki i wskazała na cienie.
- Zdecydowanie delikatny. Nie chcę wyglądać jak panda. Zawsze się wzruszam.
-Na moim płakałaś- przypomniała jej. – Ślub bierze się raz w życiu i trzeba wyglądać świetnie. Elizka zrobi ci elegancką fryzurkę. W lustrze się nie poznasz ,a Marek zakocha się w tobie na nowo.
- Dzień dobry- uniosły głowy patrząc na przybyłą Helenę.  Przywitała się z przyszłą synową całując ją w policzek.
- Dobrze się czujesz dziecko?- jej wzrok wyrażał troskę. W dłoniach dzierżyła niebieską koronkową podwiązkę i naszyjnik z serduszkiem na srebrnym łańcuszku.
- W porządku- odparła uprzejmie Ula.- Słabo spałam z tych emocji ,ale czuję się dobrze.
- A jadłaś coś? W twoim stanie należy zdrowo się ożywiać i oszczędzać. Sen też jest bardzo ważny.
- Bolą mnie plecy i nogi- poskarżyła się.- I …- ucięła nie chcąc dać po sobie poznać ,że ją boli.
To tylko stres...Nie panikuj , Ulka...jeszcze nie czas.
- Już niedługo.
- Najdłuższe miesiące w moim życiu. Zwłaszcza te ostatnie tygodnie to katastrofa. Ja nie daję już rady- zaszkliły się jej oczy.
- Ulka  ,nie maż się ,bo będziesz przypominać misia koalę.
- Pandę nie koalę.
- Zwał jak zwał. Kij zawsze ma dwa końce. Umaluje cię ,ale nie płacz. Zniszczysz moje dzieło i będziesz szatanicą ,a nie anielicą.
- Co?- zdumiała się Ula. – Mów Viola po ludzku
- No, stres ciężarnym szkodzi i za prędko dzieci się rodzi. No czarne są szatanice ,diablice ,a białe anielice ,anioły w sensie. 
 Zadzwonię do Elizki tylko siedź i nie waż się czegokolwiek dotykać.
- Okey- westchnęła.
Helena nic nie rozumiała z gadania zwariowanej Olszańskiej. Ula próbowała zrozumieć ,co przychodziło jej z trudem. Lekkie skurcze minęły i była pewna ,iż nie powrócą. 
Szczupła brunetka o wysokich kościach policzkowych ,czerwonych ustach i koronkowej szmaragdowej sukience wpadła zziajana do pomieszczenia gorączkowo przepraszając za spóźnienie tłumacząc korkami i trzyletnim synkiem z którym przyjechała ,bo mężowi coś nagle wypadło.
Malec trzymając w dłoni lizaka z postaci z bajki utkwił wzrok w Helenie . Ta uśmiechnęła się ciepło ,ale chłopczyk zrobił krok do tyłu i obejrzał się za siebie.
- Kajtek źle czuje się wśród obcych. Jest nieśmiały. Niestety Czarek nie mógł się nim zająć ,a gdzie Basieńka? Kupiłam dla niej sukieneczkę.
- Z Markiem na dole. Pilnuje ją do pojawienia się Sebastiana. Marek to przyszły mąż mojej przyjaciółki. Oni pasują do siebie idealnie. Niczym miś Puchatek i kłapouchy.
- Prosiaczek- wtrącił cichutko mały brunecik. – Oglądałem tą bakę wcolaj- wyseplenił. – Lubię ją.
- Tak. Kajtek ogląda Kubusia Puchatka na okrągło i o nim opowiada. 
Nikt skomentował wypowiedzi Elizy. Zabrała się za układanie włosów jeszcze Sosnowskiej ,która przejmie nazwisko męża zwąc się Dobrzańską. Nie znosiła go . Przypominało jej o nieudanym małżeństwie i byłym mężu dupku.
                       ****
Na żwirowym podjeździe zaparkował ustrojony samochód białymi różyczkami i różowymi balonami oraz białym tiulem ,a z niego wysiadła panna młoda w długiej śnieżnobiałej sukni. Na  ramionach miała zarzucony kremowy płaszczyk obszyty futerkiem. Styczeń nie należał do najcieplejszych miesięcy. Zadrżała czując uderzenie zimnego powietrza. Brunet podał jej dłoń i pomógł wysiąść ,co w jej stanie przychodziło z trudem. Usta wygięły się w uśmiechu ,a oczy śmiały się ,gdy tonęła w szaro-stalowych oczach. Pan młody odwzajemnił uśmiech ,a jej zaparło dech na widok tych dołeczków ,które tak pokochała.
Omiotła spojrzeniem spory tłum zebrany pod kościołem. Ksiądz z pewnością czekał w środku. Chwyciła mocniej rękę Marka zmierzając z nim w wyznaczonym kierunku. Violetta podała jej szybko piękny bukiet z białych róż i ruszyła wraz z gośćmi do kościoła.
Ławki udekorowane były białymi i błękitnymi wstążkami. Z sufitu zwisały jasne wstęgi  przeplatane z różowymi, a chór ustrojony był lampkami choinkowymi. Choinki sięgały niemal sufitu oświetlone światełkami. Na schodkach stała duża szopka betlejemska z wszystkimi postaciami z żłóbkiem włącznie.
Do ołtarza prowadził śnieżnobiały dywan obsypany płatkami czerwonych płatków róż. Do ławek przywieszone były małe wianuszki z błękitnymi tasiemkami.
Melodia ,, Ave maria’’ poprowadziła młodych do ślicznych białych siedzeń przed ołtarzem. Helena, Alicja i Viola nie kryły łez. Krzysztof podał w ciszy żonie chusteczkę. Basia przysypiała na rękach taty. Aleks stał przy wyjściu nie odzywając się do Julii. Kuzynka Uli rozpłakała się na dobre ocierając ciągle chusteczką oczy. Józef po raz pierwszy ujrzał w Marku wartościowego człowieka ,widząc jak ten zabiega o komfort Uli i patrzy na nią taki rozmarzony ,bez granic zakochany. Znał to uczucie i ten wzrok. Niegdyś wpatrywał się tak samo w Magdalenę , matkę Uli. 
Ksiądz rozpoczął ceremonie ,a spóźniona Ania i Maciek wywołali w kościele szum. Ludzie obejrzeli się mrucząc pod nosem. Pshemko podziwiał swe kreacje zasiadając w jednym z przednich rzędów.
Nadszedł w końcu najważniejszy moment. Ula na ułamek sekundy wstrzymała oddech ,pobladła. Ból był bardzo silny i krótkotrwały.
Słoneczka ,nie śpieszcie się tak. 
 Marek denerwował się ,próbował opanować drżący głos.

- Ja Marek biorę sobie ciebie Urszulo…
- Ja Urszula biorę sobie ciebie Marku…
Po policzku Uli spłynęła łza szczęścia ,gdy wypowiadała słowa przysięgi wpatrując się w przepełnione miłością oczy. Marek także był mocno poruszony i niesamowicie szczęśliwy powtarzając za kapelanem te słowa.
- Ogłaszam was mężem i żoną- usłyszeli i wpadli w swoje objęcia łącząc usta w gorącym ,długim pocałunku i skierowali się do wyjścia.
Na schodkach obsypano ich ryżem. Na włosach nowożeńców  osiadły płatki śniegu. Przywarli do swych ust. Goście klaskali głośno i pogwizdywali . Malutka Basia obudzona krzykami otworzyła zaspane oczka i zaczęła popłakiwać. Po złożonych życzeniach nowożeńcy wsiedli do wozu. Po złożonych życzeniach nowożeńcy wsiedli do wozu. Uśmiechnięty Marek szepnął ,,kocham cię'' i spojrzał na Dobrzańską. Uśmiech znikł mu z twarzy a w jego miejsce pojawiło przerażenie.    

piątek, 24 listopada 2017

,,Ocal moje serce'' 19



  Przy włożeniu do ust ostatniego tosta z serem , Marek przypomniał sobie ,że mieli pojechać do Rysiowa. Ula chciała  spędzić trochę czasu  z rodzeństwem i ojcem. Dojechali bez mniejszych problemów. Mimo lekkich opadów śniegu droga była przejezdna i nie była zbytniego korku.Ula zapomniała wcześniej zadzwonić do ojca i uprzedzić go o wizycie. Miała nadzieję ,że się jednak ucieszy. Beatka na widok Marka wykrzyknęła : 
- Mareczek ,przyjechał!
 Betti  otworzyła prędko drzwi. 
- Cześć ,królewno - przywitał się trzymając w rękach kartonowe pudełko.
- Przywiozłeś prezent?
- Pamiętasz o co prosiłaś jakiś czas temu tatę?
- O pieska?- jej oczy stały się okrągłe.- Naprawdę? Przywiozłeś pieska?
- Dzień dobry Marku- Przywitał  się Józef ,uściskał córkę i  niechętnie podał dłoń przyszłemu zięciowi. Zaprosił ich do kuchni.
- Kochanie ,zaraz przyjdę- zwrócił się Dobrzański do narzeczonej, przykucając przy dziewczynce i wyjął z pudła małego szczeniaczka.

- Ojej! Malutki szczeniaczek. Czy on jest mój? - nie dowierzała, a usta nie przestawały się śmiać. Maltańczyk zamerdał jasnym ogonkiem postawiony na podłodze w kuchni ,wlepiając słodkie oczęta w dziewczynkę w różowej sukience i mężczyznę z potarganymi czarnymi włosami.   
- Tak. 
Twarz dziewczynki pojaśniała i porwała pieska na ręce ,a zwierzak polizał ją po policzku. Zaśmiała się i pobiegła na górę pokazać bratu ,,nowego członka rodziny’’ . Józef milczał nalewając wodę do czajnika ukradkiem obserwując najstarszą latorośl . W jej błękitnych oczach malowało się zmęczenie i niepokój podszyty nieznanym lękiem,ale usta układały się w ciepły uśmiech
- Polubił cię. Marek ,a ty miałeś swoje szczeniaczka?
- We wczesnym dzieciństwie małego czarnego psiaka ,ale poszedł za kimś i zaginął.
- Przykra historia.
- Czemu? Strasznie płakałem. Miałem z cztery i pół i wierzyłem ,że wróci ,albo święty Mikołaj podaruje mi w zamian innego zwierzaka- zwierzył się Beatce ze swych wspomnień.
Józef  wychylił się z kuchni podsłuchując ,dołączyła do niego Ula.
- Obiecałeś mi z Ulcią wyjście do Zoo.  Pójdziemy?
- Dziś? Nie, innym razem dobrze?
Mała posmutniała, ale za chwilkę rozpromieniła się znów.
- Dziękuję za …- popatrzyła na szczeniaka w namyśle.- Nazwę go Romeo.
- Romeo?- zdumieli się  przysłuchujący rozmowie Ula wraz z ojcem i Marek spoglądający na małą blondynkę.
 - Romeo?- powtórzył głucho Dobrzański.- Trochę nietypowe imię dla psa.
- Kochanie, pozwól jej samej wybrać- wtrąciła Ula ,stając za plecami ukochanego i kładąc mu rękę na ramieniu.
- Nietypowe? On jest słodki i można się w nim zakochać- odparła rezolutnie dziewczynka.- W bajce Romeo zakochiwał się zawsze w pięknej Julii i  umierali ,a ja chciałam ,aby ,,żyli długo i szczęśliwie'' i chcę ,żeby on był szczęśliwy.- dodała.- Nie lubię smutnych zakończeń. Ulcia,Mareczek ,a kiedy zostanę ciocią?
- Niedługo ,niedługo- odrzekł Marek i szepnął na ucho Uli- Sam nie mogę się doczekać szkrabów z twoimi oczami.
- I dołeczkami- musnęła jego usta ,nie zważając na przyglądającego się im ojca . Betti zniknęła z ich pola widzenia.
Czas mógłby płynąć szybciej i Dobrzawiątka mogłyby być już na świecie.
- Nie zezwoliłem na nowe zwierzę w domu- odezwał się Cieplak kierując słowa do Dobrzańskiego.- Po tygodniu znudzi się jej i mam oddać psa do schroniska?
- Betti weźmie za niego odpowiedzialność. Pokocha psiaka zobaczysz. Mały piesek nie zaszkodzi ,dzieci uwielbiają opiekować się zwierzakami . Tato ,nie pamiętasz ,,Borysa?’’ to był dopiero wielki sierściuch. 
- Miałaś psa?- spytał Marek uśmiechając się do narzeczonej. Ula zamieszała łyżeczką w herbacie oblizując ją i sięgnęła po ciastko.
- Nie rozstawałam się niemalże z Borysem ,aż do czasów studiów. Wpadł pod rozpędzone auto w jeden zimowy wieczór. Strasznie za nim tęskniłam.
Marek pogładził kciukiem jej dłoń.
- Wybraliście datę ślubu?- wbił w nich wzrok .– A imiona dla dzieci?
- Wybierzemy po porodzie- odpowiedziała Ula.- Wyprawką dla bliźniaczek…- urwała patrząc na Marka.
- Bliźniaczek?
- Na poprzednim USG poznaliśmy płeć. Dwie dziewczynki. Ula chciała parkę ,ale  to nieważne. Kochamy je- przysunął się bliżej i dotknął jej brzuszka ,gładząc go lekko.
- Dziewczynki?- upewniała się Beatka wślizgując się do kuchni z pieskiem na rękach. Postawiła zwierzę na podłogę i dała ciastko.
W kuchni rozmowa toczyła się dalej ,a Józef mimo zapewnień Marka odczuwał pewien strach ,nieuzasadniony. W jego oczach Dobrzański był osobą potrafiący oczarować otoczenie ,ale on nie dawał zwieść się tej miłej powierzchowności.
- Po raz tysięczny powtarzam ,że zależy mi na dobru Ulki i dzieci. Nie ma nic ważniejszego od rodziny.
- Marku, martwię się waszym przekładanym ślubem i niepewną przyszłością.
- Bez przekładania ślub odbędzie się w kościele. Mamy ustaloną datę i zostaniemy mężem i żoną. Jesteśmy szczęśliwi i niebawem staniemy się rodziną- zakończył opanowanym głosem ,choć był zły ,że przyszły teść go nie akceptuje. 
Ula  poszperała w torebce i wręczyła ojcu białą kopertę. Rozwinął ją i rozłożył złożone na pół zaproszenie ślubne. Czytał ,a jego twarz rozjaśnił słaby uśmiech.
                                             ***

Włochy
 Trzy miesiące wcześniej.
Antonio w sądzie zjawił się punktualnie i czekał na rozpoczęcie rozprawy w sprawie kradzieży i zniszczenia mienia. Dodatkowymi kosztami obciążył Paulinę hotel ,w którym dokonała wysokiej skali zniszczeń i nie zapłaciła ,uciekając i włamując się do samochodu. Ktoś na szczęście wezwał policję i zatrzymali Paulinę.
Stała w otoczeniu trzech osób z odrazą i z wrogością spoglądając na męża. W jej pociemniałych tęczówkach nie ujrzał żadnego uczucia ,a czystą niechęć i chęć zemsty. Strzepnęła rękę kobiety z ramienia i wojowniczo podeszła do mężczyzny.
- Własną żonę zamierz wsadzić za kratki?- spytała zajadle. – Tak mi się odpłacasz za te cudowne miesiące. Mogliśmy podróżować ,cieszyć się luksusowym życiem… Nawet ta pożal się boże pokraka bardziej używa życia niż ja.
Nie był w stanie słuchać w miarę spokojnie jej bredni i kpin o ludziach poznanych na weselu. Wizytówka z numerem Dobrzańskiego znajdowała się w wewnętrznej kieszeni białej marynarki ,którą dziś miał na sobie. Ostrzegł Marka dając mu namiary na winnice znajomego ,aby mógł zaszyć się tam na chwilę z Ulę ,by Paula ich nie znalazła. Spełnił po postu dobry uczynek i nie mieć na sumieniu niewinnych ludzi ,chociaż winowajczynią  byłaby jego małżonka.
- I grałabyś zakochaną we mnie ,żonę? Przejrzałem cię. Chcesz wyłącznie się wzbogacić i puścić mnie z torbami. Zawarłaś związek małżeński z miłości do forsy ,nie do mnie. Przyznam ,iż idealnie odegrałaś zakochaną narzeczoną ,ale koniec przestawienia. Nie pozwolę byś gardziła ludźmi i narażała ich zdrowie. Czego chcesz od tego Marka i Uli? Daj im odetchnąć i niech są szczęśliwi. Nie możesz zabronić ludziom być razem ani mieć dzieci czy po postu żyć. Ile ty masz Paula lat ,że nie tego rozumiesz? Miałem cię za inteligentniejszą.
- O czym ty do diabła mówisz?- uniosła się. – Porzucasz mnie? Pauliny się nie porzuca. Pożałujesz tego , Antonio. Zgotuję ci piekło na ziemi- zagroziła. – Nie wsadzisz mnie za kratki. Ja jestem niewinna. Oddam ci tę durne pieniądze.
- Paula , tu chodzi o coś więcej.
- O co ci chodzi?!- krzyczała wściekła, aż jeden z mężczyzn podszedł i próbował załagodzić sytuacje. Obrzucała męża różnymi epitetami i nie chciała się uspokoić. Dwóch mężczyzn musiało ją przytrzymywać . Wyrywała się i szamotała ,krzycząc.
W czasie trwania rozprawy wybuchła nagle usłyszawszy wyrok dziesięciu  lat pozbawienia wolności. Za kradzież ,zniszczenie mienia i napadł z bronią w ręku.
  Zgrywała niewiniątko ,które trafiło do sądu pomyłkowo. Mężczyzna nie dał nabrać się na gierki żony. Ujrzał jej prawdziwą twarz ,która go przerażała.
Groziła taksówkarzowi przystawiając mu lufę pistoletu do skroni i rozkazując ,by zawiózł ją pod wskazany adres. Przechodząc obok jubilera spodobała się jej przykuwająca uwagę kolia. Wiedziała ,że na męża w tej sprawie liczyć nie może. Antonio zablokował pozostałe karty. Dostała niemal furię i wkroczyła do sklepu jubilerskiego zakładając wcześniej chustkę w taki sposób ,że zakrywała jej połowę twarzy. Zgarnęła kolię ładując ją do torebki i z zwiała ,a następnego dnia wpadła  nieoczekiwanie w ręce policji.
 Przerażała ją wizja spędzenia tyle czasu w murach więziennych.
Zatrzymując ją znaleźli przy niej pistolet z naładowanym magazynkiem. Mężczyzna wyjaśnił funkcjonariuszom ,że planowała zemstę na byłym narzeczonym i jego przyszłej żonie. Okazało się ,że próbowała ich namierzyć zjawiając się w hotelu ,w którym wynajmowali pokój ,ale zjawiła się za późno.
Na jej niekorzyść zeznawał również właściciel sklepu jubilerskiego. Rozpoznał jej głos, sylwetkę oraz zauważył na palcu pierścionek z szafirowym oczkiem dokładnie takim jaki nosiła Paulina. Przejrzał także monitoring ,który zarejestrował jej twarz po wyjściu ze sklepu. Widocznie nie zachowała należytej ostrożności pozbywając się chustki,  nieświadomie odsłaniając  twarz  przed kamerą.
Widok wyprowadzającej z sali brunetki wykrzykującej ,żeby wszyscy smażyli się w piekle i nie daruj im tego był dla Antoniego niezbyt miły i często siedząc wieczorami  z mocnym trunkiem w ręku zastanawiał jak mógł być tak ślepy i niczego nie zauważyć i pragnąć spędzić z kimś takim resztę życia. Poczuł gorzki smak porażki. Nie wniósł pozwu ,ale przemknęło mu to przez myśl ,chociaż wahał się i chciał jeszcze z tym zaczekać. Odczuwał wyrzuty sumienia ,iż postąpił tak ,a nie inaczej i wyjawił całą prawdę policji ,ale czuł ,że tak trzeba.
Z kolei następnego dnia Antonio zajął się poszukiwaniem dobrego adwokata i podjął decyzję o definitywnym zakończeniu małżeństwa z Pauliną Febo- Coletti.

                                                 ***

Ślub bezustannie przekładali, ale ostateczny termin wypadał za dwa tygodnie w kościele z wynajętą salą i zespołem muzycznym. Brunet zajął się wynajęciem samochodu. Na weselu mieli bawić się tylko najbliżsi i rodzina. Rodzice załatwili salę i resztę, nie słuchając sprzeciwu Uli ani Marka. Kobietą nie chciała, nie zgodziła się na wystawne wesele, ale Helena uparła się na drogą, elegancką salę, zatrudniła organizatorkę ślubną i zajęła się także cateringiem.
Ula poddała się w końcu bez walki i zgodziła, na zorganizowanie ceremonii zaślubin przez przyszłą teściową, wiedząc, że nie zdoła przekonać seniorów Dobrzańskich do zmiany decyzji. Suknie projektował nie, kto inny jak sam Pshemko, a świadkami mieli być Violetta i Sebastian. Czyli zamiana ról. Kiedyś to oni byli ich świadkami i nie myśleli, iż sami przysięgać będą sobie miłość i wierność przed ołtarzem.

Violetta poświęcała swój czas na zajmowanie się malutką Basieńką, nie mając go wiele dla siebie. Z Ulą nie widzieli się od wyjazdu Uli z Markiem do Włoch. Viola całymi dniami siedziała w domu z dzieckiem i zastanawiała się, kiedy będzie mogła wrócić do firmy i wynająć opiekunkę, ale dziewczynka była jeszcze taka malutka i chciała się nią nacieszyć, zanim wybierze dla niej odpowiednią nianię. Najlepsza wydawała się jej matka, ale daleko mieszkała.

Ubierając ciepło, wychodziła na spacery z córeczką, żeby nie zwariować w domu i hartować małą. Złapała mocniej rączkę wózka, uważając na leżący, nieodgarnięty śnieg na chodniku i zauważyła idącą w tym samym kierunku Ulę. Kobieta ubrana była w długi płaszcz i kolorowy szal. Nigdy nie nosiła czapki.
- Zmieniłaś się, ale ciąża ci służy – otaksowała ją spojrzeniem blondynka i cmoknęła w policzek. – Zazdroszczę, bo ja z Basieńką nie wyglądałam tak ładnie. A ty promieniejesz. Opowiedz, jak było we Włoszech. Koniecznie ze szczegółami. Marek zabrał cię w jakieś magiczne miejsce?
Ulka zajrzała do wózka i z rozczuleniem pomyślała o swoich maleństwach, dotykając mocno zaokrąglonego brzucha.
- Śliczne imię. Ja jeszcze nie wiem, jakie nadam. Mamy z Markiem trochę czasu. Ależ ona duża i słodka.
- Nie daj zwieść się pozorom. W nocy jest prawdziwym potworem. Jej ulubioną godziną pobudki jest druga- trzecia.
- Malutkie dzieci tak mają. Chociaż Beatka była wyjątkowo grzeczną dziewczynką, jako niemowlę. Szkoda, iż mama jej nie ujrzała i nie miała szansy wychowywać.
- Nie stójmy tak na mrozie. Zapraszam cię na pyszniutką herbatkę i ciasto wtedy, porozmawiamy. Muszę ci tyle opowiedzieć.
- Ja tobie też.
Pół godziny później Violetta ułożyła dziewczynkę na mięciutkiej kolorowej macie z przywieszonymi zabawkami. Zostawiła jej opaskę na głowie, spod której wystawały blond włoski.
Mała wyciągała rączki, patrząc na niebieskiego lwa i gaworzyła energicznie, machając nóżkami. Ula nie umiała oderwać od Basi wzroku. Dziewczynka zrzuciła ze stópek różowe skarpetki i przekręciła na brzuszek, śliniąc rączkę i włączając przypadkową melodyjkę.
Violetta z talerzykami pojawiła się w salonie. Ula odebrała od niej ciasto, a ta przyniosła herbatę , kontynuując rozmowę.

- Mnóstwo wspaniałych miejsc, a najcudowniejsze, że był tam ze mną – mówiła z radością. – Oprócz incydentu na ślubie Pauliny wyjazd uznaję za wyjątkowo udany. Czułam się jak w bajce. Księżniczka, która poskromiła księcia.
- Niesamowite przeżycia widzę, a jak się czujesz?
- Z początku byłam osłabiona i ciągle wymiotowałam, ale to na szczęście poszło w niepamięć. Teraz doskwiera mi  ból kręgosłupa lub nóg i bez przerwy jestem głodna.A o długim spacerach pomarzyć mogę ,bo sapię jak parowóz. Ja do porodu nie wytrzymam ,a i dzieci są bardziej ruchliwe ostatnio. Konia z kopytami bym zjadła- dodała żartobliwym tonem. – Marek dba o mnie w głębi serca zawsze wiedziałam, że to dobry materiał na męża i ojca. Niemal unosił się nad ziemią na wieść o ciąży i to bliźniaczej.
- Szczęściary z nas. Mój Sebulek nie urządza mi, co prawda takich atrakcji, ale jest kochany  dba o mnie i córeczkę, chociaż będąc ze mną na USG był rozczarowany, że to dziewczynka ,a nie chłopiec.
- Marek ma odwrotnie. Strasznie chcę mieć dziewczynkę i śni mu się po nocach, bo gadał, kiedyś o warkoczykach. Oszalał. I naciska wciąż na szybszy termin ślubu. Niecierpliwi się jakby bał się, że mu ucieknę sprzed ołtarza.
- A zamierzasz?
- No coś ty! Absolutnie ,nie.Owszem  zdarza nam się różnica zdań szczególnie w kwestii ślubu długo nie mogliśmy się porozumieć ,ale... w końcu doszliśmy do konsensusu ,wybraliśmy datę ,wręczyliśmy zaproszenia niektórym osobiście ,inne wysłaliśmy pocztą  i nic nie stanie na przeszkodzie zawarcia związku małżeńskiego. Poza tym kocham Marka i maluchy do szaleństwa. 
- No poparz, a nie wyglądał na takiego, co kocha życie rodzinne i garnie się do zmieniania pieluch i zakładania śliniaczków- odpowiedziała Olszańska zielonymi tęczówkami z niepokojem wpatrując się w pobladłą twarz Uli.
- Ulka ,co ci jest?- zaniepokojona Violetta podała jej szklankę wody. Ula przytknęła ją do ust ,upijając odrobinę. Odetchnęła głęboko.
-Nic. Mam jeszcze czas- oznajmiła ze spokojem kładąc dłoń na wielkim brzuchu.

poniedziałek, 13 listopada 2017

,,Ocal moje serce'' 18



Rozdział zawiera scenę +18
Włochy
                  
- Obsługa hotelowa- wyjaśnił, wskakując z powrotem pod kołdrę. Przyciągnął Ulę do siebie, gwałtownie zaatakował jej wargi.
- Ma… Marek – usiłowała powiedzieć między pocałunkami.- Śniadanko może zaczekać, a ja chcę kochać się z moją piękną narzeczoną- przygryzł jej płatek ucha i zaczął całować szyję.
- Chciałabym iść pod prysznic i zjeść coś wyjątkowo pysznego – dobry nastrój jej nie opuszczał. Podniosła się lekko ,a oczom Marka ukazał się jej nagi biust i ramiona pokryte gęsia skórką.

- Zimno ci? 
- Nie , wręcz przeciwnie- spojrzała mu w oczy. - Gorąco ,ale muszę iść wziąć prysznic i coś zjeść. 
Położyła się z powrotem i zamknęła oczy ,czekając ,aż Marek zrezygnuje i sobie pójdzie. A ona w tym czasie wstanie i pójdzie się do łazienki. - Godzinka czy pół cię nie zbawi- uciął temat- musnął jej pierś.  
- Kotku ja wiesz, że chętnie, ale jestem tak strasznie głodna.
- Słyszę, zaraz pobudzisz wszystkich w sąsiednich pokojach- zaśmiał się. Rozchyliła powieki i zatonęła w popiołowych oczach Marka.
– Idiota. Poważnie mówiłam o jedzeniu inaczej, stanę się straszną jędzą – ostrzegała, robiąc dziwną minę i wyskoczyła z łóżka, okrywając się pościelą i zamykając w łazience.

Po kilku minutach usłyszał szum wody. Naciskał klamkę, która ustąpiła i zrzucając ubranie, wszedł do kabiny.
- A aaa!- Pisnęła, pośliznąwszy się i chwyciwszy kurczowo narzeczonego.
- Żeś mnie wystraszył – oddychała urywanie, łapiąc powietrze i przecierając jedną ręką twarz. 

 Nic nie widziała przez lejące się strumienie wody. Błyskawicznie znalazła się w jego ramionach. 
- Nie jesteś już głodna?- zapytał.
- Mam ochotę na coś innego- wymruczała seksownym głosem i łapczywie zaatakowała jego wargi. Przywarł do niej mocniej napierając na jej ciało. Przerwała pocałunki łapiąc oddech. Dyszała ciężko,gdy ręka Marka drażniła jej płeć rozpalając ją do czerwoności. Podniecenie narastało. Smakowali wzajemnie swych ciał zatracając się w szaleństwie. Strumienie wody spływały po nich  nie będąc w stanie ugasić namiętności ,która zawładnęła nimi tak nieoczekiwanie. Pragnęli stać się jednością. Czuć pod drżącymi palcami szybko bijące serce.  
 Wiła się w jego ramionach zbliżając się do puntu kulminacyjnego. Omiótł jej sylwetkę wygłodniałym, zamglonym wzrokiem. Objął mokrymi wargami jej sutek ,po czym zajął się drugim. Leciutko przygryzł brodawkę ,ból po chwili przerodził w czystą rozkosz.   Drżała czując ,że wilgotnieje.
- Marek- wysapała. 
- Co moja piękna?
- Bardzo cię kocham.
-  Wiesz ,że ja  ciebie też bardzo kocham?
- Wiem...ja dłużej nie wytrzymam- jęknęła będąc na granicy wytrzymałości
Scałowywał ściekające krople z jej zaokrąglonego brzucha i zaczął całować wewnętrzną stronę jej uda. Pieścił dłońmi ,przycisnął głowę do jej kobiecości wdzierając się w nią językiem. Jęknęła przyzwyczajając się do nowych doznań ,niesamowicie intensywnych. Przymknęła oczy oddychając coraz płycej. Obraz stawał się zamglony. 
- Kochanie,proszę...- wyszeptała bliska orgazmu.  
Ponownie zgarnął jej usta swoimi napierając na jej ciało i wszedł w nią delikatnie, trzymając rękę na jej udzie. Pieściła tors Marka w ekstazie wykrzykując jego imię. Po chwili poczuła jego napięte mięśnie i przyspieszył ruch bioder ,a z gardła mężczyzny wydobył się krzyk.
                                           ***


Troskliwy,czuły i nieco nadopiekuńczy Marek imponował Uli ,ale czasami uważała ,że przesadza z tą opieką jednakże rozczulało ją to i kochała go właśnie takiego. Romantycznego, opiekuńczego i patrzącego z na nią z pożądaniem. Szczęście miało jego imię i nie zamieniłaby je na żadne inne. Z nich pragnęła wychować maluchy i dożyć starości.


              ***
Toskania, winnica
Wypożyczone auto wolno toczyło się po drodze. Po obu stronach znajdowały się winnice. Śliczne pagórki zapierały wdech w piersiach. Rozpościerał się przed nimi fascynujący widok pokrytych zielonych wzgórz, dojrzewających w pomarańczowych płomieniach winogron. Zatrzymali samochód w ustronnym miejscu i podążyli wąską dróżką wzdłuż krzewów. Ula chwyciła Marka za rękę i przytuliła się do jego boku. W letniej sukience wyglądała olśniewająco, a ciąża nawet podwójna służyła jej. Promieniała i nie mogła z Markiem doczekać się już narodzin kruszynek. Zza winogron wyłoniła się postać Pedra.
- Pedro- zdjął kapelusz z głowy, po czym nasadził go na czubek głowy. Wyglądem przypominał ranczera z amerykańskiego filmu. W rozpiętej lekko koszuli i kapeluszem, spod którego wystawały bujne czarne loki.
Ula niezbyt zainteresowana była opowieścią Pedro o początkach winnicy i, że odziedziczył ją po dziadku, który wciąż cieszy się dobrym zdrowiem. Podczas rozmowy spoglądała na Marka i na słodkie winogrona mając chęć je zerwać i zostać z Markiem sam na sam.
- W drugiej alejce stoi skrzynia z dojrzałymi winogronami i znajduję się tam ławeczka. Postawił ją tam, kiedyś mój dziadek. Z babcią uwielbiali patrzeć na dojrzewające winogrona, pili wino i dziadek zawsze umiał ją rozbawić. Niestety odeszła w zeszłym roku…- zakończył smutno.
-  Widzi pan moja narzeczona…
- Przy nadziei? Gratulację. Oczywiście zaprowadzę państwo do ławeczki i przyniosę mały poczęstunek.
- Dziękuję- rzekł z wdzięcznością Marek i ścisnął dłoń ukochanej.
Usadawiając się na białej ławeczce, odetchnęła z dużą ulgą. Pobolewały ją nogi i słońce nieprzyjemnie grzało. Na szczęście usiedli w cieniu i  cieszyli się ładnym widokiem. Spróbowali pysznych serów, jedli bagietki mocząc je w oliwie.
Pedro po jeszcze jednej krótkiej historii o winnicy i kontynuowaniu rodzinnej tradycji dał im trochę prywatności.
- Najpiękniejsze miejsce na ziemi.
- Są piękniejsze- nie zgodził się z nią Dobrzański. – Chociażby we Francji czy Grecji. A Wyspy kanaryjskie? Biały piasek, przejrzysta woda, kobiety w bikini…
- Ej!- Szturchnęła go w ramię. – Nie zapomniałeś o czymś?
- O bobasach?- Ożywił się i położył rękę na jej brzuchu. – Ciekawe, co robią.
- Podsłuchują mamusię i tatusia- odpowiedziała z radosnymi iskierkami w oczach. – A poważnie są malutkie i śpią.
- Urosną i wejdą nam na głowę.
- To im kochanie na to nie pozwól. Jedno dziecko już ci weszło.
- Beatka?- Spytał zdziwiony.
- No, Betti. Tylko ,,Mareczkuje'' ciągle chyba powinnam być zazdrosna.
- Oj, skarbie. Wiesz, że jesteś jedyna w swoim rodzaju. Mówiłem, że cię kocham?- Pocałowała go w dołeczek i posłała mu psotny uśmiech. – Dzisiaj nie.
- Kocham cię, kocham, kocham – poczochrała mu włosy.- Wystarczy?
- Nie, powtórz.
- Kocham cię i nic tego nie zmieni. I dzieciaczki też kocham. Nad życie. Jesteście moim największym szczęściem.
- I my cię kochamy – szepnęła, całując go. – Wracamy? Chcę zdążyć na ten występ i pokaz sztucznych ogni na placu św. Marka.
- Zdążymy, zdążymy, Ula.
Marek podziękował w swoim i w imieniu Uli za poczęstunek, cudne miejsce pełne uroku i życzliwość Pedro.Włoch odprowadził ich do drogi i zapraszał, żeby wpadli, gdy kiedyś odwiedzą Toskanię. W prezencie podarował im dwie butelki włoskiego wina.
- Raz tu przyjechawszy, pragnie się przyjechać drugi i trzeci.
- Do widzenia i owocnych zbiorów!- Zawołał za oddalającym się Pedrem , Marek. Ula nie znała włoskiego i narzeczony musiał jej streścić opowieść Włocha winnicy i rodzinnej historii.

                                   ***


Teatr ognia zachwycił Marka i Ulę zachowali odpowiednią odległość, podziwiając pokaz i tancerzy posługujących się żywiołem z zadziwiającą łatwością. Tworzyli z gorącym żywiołem kombinację i tańczyli do dobrze przygotowanego układu tanecznego. Widowisko zgromadziło na plac wielki tłum. Magiczny, oszałamiający, elektryzujący i pozostawiający niesamowite wrażenie spektakl ogniowy został nagrodzony brawami.
Za plecami Uli z zachwytem piszczało małe dziecko. Kobieta odwróciła się i zauważyła, że mężczyzna trzyma je na barana. Dobrzański uśmiechnął się, nachylając i szepcząc do narzeczonej. Uśmiechnęła się i odszepnęła mu.
- Czuję się świetnie i nadmiar emocji mi nie zaszkodzi- uspokoiła narzeczonego, przytulając się lekko. Pocałował ją we włosy i śledził pokaz, okazało, że w zanadrzu mając jeszcze drugi występ z nadpalaniem płonącego serca.
- Fascynujące – wyszeptała Ula, wsłuchując się w towarzyszącą występowi muzykę. – Pierwszy raz oglądam fireshow tak to się chyba, nazywa.
- Tak. Przyznam, że wielokrotnie słyszałem o pokazach z ogniem, ale na żadnym nie byłem. Popularniejszy jest pokaz fajerwerków na ślubie.
- A na naszym będą fajerwerki?- Zapytała z zaciekawieniem.
- A chcesz?- Popatrzył jej w oczy.
- Byłoby cudownie i romantycznie- pocałowała go w usta. – O ile nie spłonię coś od nich.
- Ulka- przybrał poważny ton.- Gorszego ślubu od Pauliny mieć nie możemy.
- Żywiołem nie ma żartu, a ja nie mogę narażać swojego życia i nienarodzonych dzieci.
Dobrzański pokiwał ze zrozumieniem głową i objął leciutko narzeczoną.
- Wiem, kochanie.


***
Antonio zastał splądrowane mieszkanie z pomieszanymi na podłodze rzeczami, kawałkami szkła. Rozbitym laptopem i telefonem komórkowym. Dwa dni temu zostały wyczyszczone jego konta z prawie wszystkich oszczędności. Sprawę zgłosił na policję i zablokował dostęp do reszty swoich kart. W laptopie miał hasło, które znał tylko on. W ataku szału żona zarzuciła mu, że ją zaniedbuje i dba jedynie o swoje interesy. Nie przejmował się jej marudzeniem, aż do zniknięcia pokaźnej sumy i przewróconym do góry nogami mieszkaniu. Podejrzenia od razu padły na Paulinę i jej plany zemsty.
Antonio nie zatajał faktów i opowiedział na komendzie wszystko, co może okazać się przydatne w celu ustalenia sprawcy kradzieży i zdemolowania mieszkania oraz wyczyszczeniu kont. Nie udostępniał jej dostępu do wszystkiego, a zaledwie jednego konta i założył jej polisę ubezpieczeniową. Mieli na stałe mieszkać we Włoszech i nie wracać do Polski. Jednakże Paulina zniszczyła plany i Antonio zastanawiał się, co dalej począć. Rozstać się z nią czy dać jej szansę? Kochał ją i nie sądził, że posunie się do czegoś takiego. Okazała się żadną krwi kobietą pragnącą się wzbogacić cudzym kosztem.
Zniszczyła nawet jego pamiątki i przedmioty stojące na półce w salonie. Pobiła nową zastawę na rodzinne obiady i kolację. 


                   ****
Warszawa, zima.
Pobyt we Włoskiej idylli dobiegł końca. Wypoczęci i szczęśliwi witali się z przyjaciółmi i znów musieli sprostać szarości dnia poprzedniego. W firmie na czas nieobecności Marka nie nastąpiły radykalne zmiany. Prezes zabrał się ostro do pracy, ale nie zapominał o ciężarnej narzeczonej, której zachcianki z dnia na dzień rosły. Zgodnie ustali, że nie chcąc na razie znać płci dzieci i zarzekając się z tym do ostatniego badania. W przyszłym tygodniu Marek umówił się z Ulą na sesję ciążową u fotografa. Chcieli mieć wyjątkową pamiątkę, żeby zawiesić w sypialni na ścianie.

W niedzielny poranek Dobrzański zbudził się pierwszy przyglądając się śpiącej narzeczonej. Uniósł jej dłoń do ust i pocałował. Następnie nachylił się by zaciągnął się cudownym kwiatowym zapachem jej ciemnych włosów rozrzuconych na białej poduszce. Policzek miała zaczerwieniony mając pod nim jedną rękę mocno przyciśniętą. Przekręciła się nagle i podkuliła jedną nogę. kręciła się ,marszcząc zabawnie nos i czoło. Otworzyła oczy ,ziewnęła kilka razy i pogładziła duży brzuszek ,odrzucając na bok kołdrę. 
Marek uniemożliwił jej wyjście z łóżka ,zamykając w mocnym uścisku i przewracając na poduszki. Zaśmiała się i przyłożyła mu jedną z nich. Roześmiał się i pocałował ją w z czułością w usta i pierś ukrytą pod cienkim materiałem piżamy. Po czym przywarł ustami do jej ciążowego brzuszka.
- Obudziliście się już malutkie śpiochy. Wiecie ,że niedługo przypada Boże Narodzenie? Wasza mamusia robi najlepsze pierogi na świecie. Sami się o tym ,kiedyś przekonacie. Za rok będziecie z nami i pewnie interesować was będą kolorowe światełka na choince i bombki albo prezenty?  Kocham mamusię nad życie. Prawdziwy z niej anioł ,choć czasami...nieistotne ,bo wy jesteście całym moim światem i nie mogę się was doczekać. I obiecuję ,że tatuś zawsze będzie przy was. Długo walczyłem o swoje szczęście i nie wypuszczę go z rąk. 
- Kochanie...- wykrztusiła wzruszona i nakryła swoją dłonią jego dłoń. 
- Maluchy się obudziły. Słyszycie tatusia?- spytał przykładając głowę do brzucha. Ula poczuła mocniejsze kopnięcie. 
- Mów dalej. Opowiedz im coś miłego. Chyba lubią twój głos. 
- Twój też- dodał. - Bardzo was kocham.
- I my ciebie też.  
Przytuleni leżeli z dobry kwadransie zanim porządnie zgłodnieli i Ula usmażyła  sobie i ukochanemu jajecznicę  i  zrobiła tosty.